Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna o przestępcach w policyjnych mundurach
Policyjny Serwis Informacyjny
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Policjant otrzymał naganę za opieszałość - porwany chłopiec

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Policja V RP
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 12:54, 02 Lut 2007    Temat postu: Policjant otrzymał naganę za opieszałość - porwany chłopiec

Policjant otrzymał naganę za opieszałość

- porwany chłopiec nie żyje.


Postępowanie przeciwko policjantom prokuratura umorzyła.

Policja przeprowadziła z kolei wewnętrzne postępowanie, w wyniku którego dyżurny policjant otrzymał naganę za opieszałość.

Zabili świadka za składanie obciążających zeznań?

(PAP)

Przed Sądem Okręgowym w Suwałkach rozpoczął się proces dwóch młodych mężczyzn oskarżonych o zabójstwo 17-letniego Mateusza Skreczko, który był głównym świadkiem przeciwko jednemu z nich w procesie o handel narkotykami. Według prokuratury, motywem miała być zemsta za to, że złożył obciążające oskarżonych zeznania w tamtym procesie. Mateusz zginął 24 października 2005 roku. Wyszedł z mieszkania, wywołany przez kolegę z bloku. Trzech mężczyzn wepchnęło go do samochodu i wywiozło za miasto. Tam został śmiertelnie pobity kijem bejsbolowym i młotkiem. Ciało zamordowanego odnaleziono dopiero pół roku później około kilometra od domu, w zagajniku przy bagnie. Było ono w stanie rozkładu i dopiero badania DNA potwierdziły, że to ciało Mateusza. Oskarżeni, to handlarz narkotyków Przemysław R. oraz kolega zamordowanego Kamil L, który wywołał Mateusza z domu, by zaraz potem porwać go i zabić. Obaj nie przyznają się do postawionych im zarzutów. Według prokuratury, że w zabójstwie wzięło udział jeszcze dwóch sprawców, których nie udało się ustalić. W dniu porwania matka Mateusza szybko zgłosiła sprawę policji. Ta - według kobiety - zignorowała sprawę. Postępowanie przeciwko policjantom prokuratura umorzyła. Policja przeprowadziła z kolei wewnętrzne postępowanie, w wyniku którego dyżurny policjant otrzymał naganę za opieszałość.

(js)

Wiadomość wydrukowana ze stron: wiadomosci.wp.pl

2007-01-23

_______________________________________________________

ostatnia aktualizacja: sobota, 03 lutego 2007 godz. 18:14

Zaostrzenie zasad ochrony świadków

Prokuratury mają być teraz bezlitosne dla osób, które grożą lub próbują zastraszyć świadków sądowych.

Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, zobowiązał prokuratorów do stosowania możliwie najsurowszych restrykcji wobec takich osób.



Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał zalecenia dotyczące lepszej ochrony świadków

Nowe wytyczne to skutek morderstwa Mateusza Skreczki.

Suwalczanin za złożenie zeznań został zamordowany.

Prokurator krajowy wydał zalecenia dotyczące lepszej ochrony świadków – sprawdzanie wszystkich sygnałów dotyczących prób zastraszania świadków i w razie ich potwierdzenia – obowiązkowe kierowanie do sądów wniosków o natychmiastowe aresztowanie sprawców gróźb.

A jeśli nie można ich znaleźć, przydzielanie świadkom policyjnej ochrony.

Tak według wytycznych jakie dostały prokuratury w całym kraju od Ministra Sprawiedliwości ma teraz wyglądać ochrona świadków.

– Na pewno te działania będą teraz bardziej restrykcyjne.


One wcześniej też były podejmowane, teraz jednak według zaleceń prokuratora generalnego te działania mają być szybsze i bardziej skuteczne – powiedziała Hanna Lewczuk z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. Wszystko z powodu okoliczności w jakich zginął Mateusz Skreczko. Chłopak zeznawał w procesie przeciwko handlarzom narkotyków – zapłacił za to życiem. Zdaniem matki zamordowanego ponad roku temu w Suwałkach siedemnastolatka, jej syn jako świadek nie był w ogóle chroniony, a informacje o groźbach jakie otrzymywał, nie traktowano poważnie. – Powiedziano nam, że takich spraw są tysiące, ludzie zeznają w poważniejszych sprawach i nic nikomu się nie dzieje. O ochronie nikt nawet nie wspomniał – twierdzi Ewa Skreczko, matka zamordowanego Mateusza. Przeciwko policjantom zajmującym się sprawą wszczęto śledztwo, sprawdzające czy nie doszło do niedopełnienia obowiązków służbowych. Prokuratura nie dopatrzyła się jednak nieprawidłowości i po kilku miesiącach umorzyła śledztwo. Prokurator Generalny rozważa teraz czy z tego powodu nie wznowić śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych, przez suwalskich policjantów. Decyzja powinna zapaść do końca lutego.

Obiektyw, Jakub Mikołajczuk


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

* * * *
**************************************
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CHCIAŁAM ZAPROSIĆ SERDECZNIE NA

[link widoczny dla zalogowanych]

STR POŚWIĘCONA MATEUSZKOWI

_______________________________________



Policjant otrzymał naganę za opieszałość

- Porwany chłopiec nie żyje.


[link widoczny dla zalogowanych]


Marteczka

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Mateusz zginął, bo wyjawił nazwiska

środa 12 kwietnia 2006

Świadek bez ochrony17-letni

Mateusz wyjawił policji nazwiska osiedlowych dilerów narkotyków.

Informatorowi nie zapewniono jednak dostatecznej ochrony i chłopak został zamordowany.


- Tamtego dnia znalazłam u niego haszysz. Pomyślałam, że sama sobie z tym rady nie dam i poszłam na policję – mówi Ewa Skreczko, matka Mateusza.

Rok temu Mateusz wskazał policji nazwiska dilerów.

Mimo to nie zapewniono mu dostatecznej opieki.

Dane chłopca ujawniono dilerom.


- Niestety przepisy prawne nie zezwalały wówczas na to, że jedyny świadek może mieć status świadka incognito. W polskim prawodawstwie świadek ma obowiązki, a sprawca prawo – powiedział Jacek Dobrzyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.Chłopca zaczęto szykanować. Zastraszanie trwało prawie pół roku. Pewnego dnia na prośbę kolegów wyszedł przed blok. Do domu już nigdy nie wrócił.- Powiedział, że idzie przed blok. Wiedziałam, że dalej nie pójdzie, bo się boi. Później zaczęłam dzwonić. Niestety telefon był już wyłączony – wspomina matka.

Kobieta o zniknięciu syna natychmiast poinformowała policję.

Jednak dyżurny nie przyjął zgłoszenia.

- Został za to ukarany naganą - wyjaśnia Jacek Dobrzyński.


Ciało chłopca znaleziono zaledwie 200 metrów od osiedla, na którym mieszkał.

- Jest to mord zasługujący na szczególne potępienie.

Bardzo brutalny.

Świadczy o tym ilość zadanych ciosów w tak newralgiczne miejsce jak głowa – stwierdził prokurator Józef Murawko z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.


Mordercy Mateusza nie są jeszcze znani, a zastraszeni świadkowie boją się mówić.

- Dzięki zeznaniom Mateusza zatrzymaliśmy dwie osoby, braci. Teraz wiemy, że to zatacza coraz większe kręgi. Do sprawy dilerów narkotykowych zatrzymanych jest już sześć osób – dodaje Jacek Dobrzyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- Gdybym mogła cofnąć czas, nie poszłabym na policję. Zbyt wysoką cenę za to zapłaciliśmy – przyznaje matka.


TVN UWAGA !

Zobacz film :


[link widoczny dla zalogowanych]


____________________________________________________

Zobacz także:

Były diler mafii ujawnia

Szkoła jakiej nie znacie - narkotyki

Narkotyki w dyskotece

Narkotyzował ośmiolatka

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Czy winni zostaną ukarani?"

Wkrótce minie pięć miesięcy od zaginięcia Mateusza Skreczki.

Jego los nadal nie jest znany.

Prawdopodobnie nie żyje.

Matka 17-letniego suwalczanina twierdzi, że tragedii można byłoby uniknąć, gdyby nie bierność policji.

– Robili ze mnie kpiny, traktowali jak rozhisteryzowaną babę – wielokrotnie powtarzała Ewa Skreczko.

W połowie stycznia wystąpiła w emitowanym na żywo z Suwałk programie telewizyjnym „Pod napięciem”. Twierdziła, że zupełnie zignorowano jej zawiadomienie o zaginięciu syna.Upłynęło przeszło półtora miesiąca.– Trwa śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez policjantów. Powinno zakończyć się jeszcze w marcu. Trudno w tej chwili powiedzieć, czy komukolwiek zostaną postawione zarzuty – mówi Hanna Lewczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.Na polecenie komendanta wojewódzkiego policji wszczęto też postępowanie dyscyplinarne przeciw dyżurnemu KMP w Suwałkach, który lekceważąco potraktował zaginięcie nastolatka. Ograniczył się do wysłania patrolu, nie sporządził formalnego meldunku.– Postępowanie nie zostało zakończone – informuje nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy białostockiej KWP.Jak informowaliśmy, Mateusz zaginął 24 października ubiegłego roku. Wcześniej, w kwietniu, złożył zeznania obciążające braci R., którzy mieli kierować grupą rozprowadzającą środki odurzające wśród uczniów suwalskich szkół. – Byłam z synem w komendzie podczas okazania podejrzanych. Zastosowano lustro weneckie, a później policjanci pokazali protokół przestępcom – w „Pod napięciem” twierdziła Ewa Skreczko. Od momentu, gdy Mateusz złożył zeznania, był regularnie szykanowany. – Grożono mu, że pójdzie do piachu, że wywiozą do lasu i zrobią porządek. Zgłaszałam się na policję, ale nikogo to nie interesowało – utrzymuje matka zaginionego. Lekceważąco przyjęto również jej zgłoszenie o zaginięciu syna. Policjanci żartowali, że pewnie ruszył w Polskę.Poszukiwania Mateusza nadal trwają. Policjanci nieoficjalnie przychylają się do wersji, że siedemnastolatek nie żyje i został zamordowany na zlecenie handlarzy narkotyków, których obciążył w swoich zeznaniach.Do tej pory zarzut bezprawnego pozbawienia wolności postawiono jednemu z braci R.– Cały czas prowadzone są czynności operacyjne, o których nie mogę mówić. Traktujemy tę sprawę prestiżowo – zapewnia asp. Krzysztof Kapusta, oficer prasowy KMP w Suwałkach.

gazeta współczesna

10.03.2006

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Mój syn zginął, bo zeznawał na policji

27 Lut 2007 r.

Super Express

Bezmyślność i Rutyna policjantów doprowadziły do śmierci nastolatka, świadka przestępstwa:

- Mama, zaraz wracam - to były ostatnie słowa, jakie wypowiedział Mateusz Skreczko (16 l.) wychodząc z domu na spotkanie z kolegą. Pół roku później odnaleziono jego zmasakrowane zwłoki w pobliskim bajorze. Zginął, bo zeznawał w sprawie dealerów narkotyków. Zawiedli policjanci, prokuratura i sąd. Właśnie rozpoczął się proces morderców nastolatka.24 października 2005, godz. 18. W mieszkaniu Ewy Skreczko (40 l.) dzwoni domofon. Ani syn, ani ona nie spodziewają się gości.To Kamil L., kolega z podwórka. Mateusz oznajmia mamie, że zaraz wróci. To są jego ostatnie słowa.Ewa Skreczko sama wychowywała syna.- Pod koniec podstawówki zaczęłam podejrzewać syna o palenie trawki. Przeraziłam się na dobre, kiedy w kwietniu 2005 roku znalazłam haszysz - opowiada Ewa. Mateusz mówił, że to od "ruskich". Tak nazywają dealerów - braci Arkadiusza i Przemysława R. Ewa postanowiła pójść na policję. Dla Mateusza miała być to lekcja wychowawcza.Lustro chroni przed pluciemPoszli do Komendy Miejskiej Policji w Suwałkach. Mateusz bał się, że dealerzy będą się mścić.- Uspokajałam go, że policjanci nas ochronią - opowiada pani Ewa.24 kwietnia 2005 roku Mateusz miał wskazać handlarzy spośród kilku osób, przez lustro weneckie. W windzie spotkali kolegę Mateusza. Miał stać po drugiej stronie lustra. Dla dealerów stało się jasne, kto doniósł.

Po okazaniu Ewa i Mateusz podpisali protokół.

- Policjant poszedł z nim do... dealerów! - wspomina Skreczko.

- Krzyczałam: Co pan robi!


Po co to lustro?

A on ironicznie oznajmił, że lustro chroni wskazującego przed pluciem i kopaniem.


Pobity przed domem

Następnego dnia Mateusza wyzwano od kapusiów. Grożono, że pójdzie do piachu. Chłopiec przestał jeść. Matka odwoziła go i przywoziła ze szkoły. Raz wracał sam. Został pobity przed domem. Przestał chodzić do szkoły.7 października 2005 roku odbyła się pierwsza rozprawa "ruskich". Sędzia wypuścił ich za kaucją. Kolejna sprawa miała odbyć się 31 października.- Prosiłam policjantów, żeby nam pomogli, a oni mówili, że nic złego się nie stanie - płacze pani Ewa.Po kilkudziesięciu minutach od wyjścia Mateusza z domu Ewa Skreczko dzwoni na jego komórkę.- Ktoś odebrał, ale nie odzywał się. Nogi zrobiły mi się jak z waty - mówi pani Ewa. Zadzwoniła do Kamila L. Stwierdził, że Mateusz poszedł do domu. Ewa przez kilka godzin, z psem, szukała chłopca. W końcu zawiadomiła policję.- Powiedziałam, że Mateusz był świadkiem w sprawie narkotykowej i zaginął, że wcześniej były pogróżki - mówi Ewa Skreczko. - Dyżur pełnili dwaj policjanci. Powiedzieli, żebym nie histeryzowała, i że syn pewnie uciekł z domu.Dopiero po dwóch dniach matka mogła złożyć oficjalne zawiadomienie o zaginięciu.20 grudnia złożyła do prokuratury rejonowej zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez policjantów. 10 stycznia - o nieprawidłowościach w śledztwie, w którym jej syn był jedynym świadkiem. Prokuratura umorzyła obie sprawy. Policja przeprowadziła wewnętrzne postępowanie.

Dyżurny policjant dostał tylko naganę za opieszałość.

300 metrów od domu1 kwietnia 2006 roku rozkładające się ciało Mateusza odnalazł przechodzień. Leżało przykryte gałęziami trzysta metrów od domu - w bajorze. Badania DNA potwierdziły, że to Mateusz. Był katowany młotkiem i kijem bejsbolowym.Przed sądem w Suwałkach rozpoczął się proces o zabójstwo Mateusza Skreczki. Oskarżony jest handlarz narkotyków Przemysław R. (25 l.) i Kamil L. (20 l.), który wywołał Mateusza z domu. Według prokuratury zabili z zemsty za obciążające zeznania.Policja rozumie ból matki?- Ta sprawa była lekcją dla nas wszystkich - mówi nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik KWP w Białymstoku. - Policjanci działali przepisowo. Mateusz był jedynym świadkiem w tej sprawie. Jego dane i tak wyszłyby na jaw w sądzie. Nie ma słów, którymi mógłbym powiedzieć, jak bardzo współczuję matce.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro obiecuje ponowne zbadanie sprawy.

Gliniarze nie chcieli rozmawiać z jego matką.

Nie przejęli się porwaniem chłopca.

Fragmenty rozmowy policjantów KMP w Suwałkach z 25.10.2005 roku, godz. 7.21:

Mężczyzna 1: - Cześć, Tadziu. Jacek z tej strony. Ty, coś tam się dzieje?

Mężczyzna 2: - Co masz na uwadze?

M. 1: - No coś Kaśka mówiła Sz., że coś tam od nas chcecie, potrzebujesz.

M. 2.: - Ja nie, może ten, Jurek......

M. 3.: - Halo.

M. 1: - No, co tam?

M. 3: - Ty, bo tutaj, kurczę, wiesz, w nocy już przyszła Skreczko, wiesz, która, Ewa.
Zaginął jej syn, tutaj wiesz, twierdzi, że został porwany, wywieziony i tak dalej, bo tam, kurczę, zeznawał jakieś tam pierdoły i takie rzeczy, nie.

M. 1: - To za prochy.

M. 3: - Tam w kwitach u komendanta jest notatka, dwie notatki napisane, jest jego zdjęcie, tam, co było podane Oskarem i w książce interwencji. No i.

M. 1: - Dobra.M. 3: - No i tutaj dobrze by było, żeby ją ktoś wziął i tam pogadał, jak tam, poustalał i coś działać, no bo wiesz tu, ..::CENZURA::...

M. 1: - Dobra, już wiem, o co lata. (...) On tam kiedyś, tam była ta bójka z prochami, ..::CENZURA::.., on ćpa jak słoń, wiesz o tym, nie?

M. 3: - No ja wiem (...). Bo on o osiemnastej twierdzi, że wyszedł.

M. 1: - Znaczy on nie wyszedł. On ..::CENZURA::..ł, bo go ganiają za długi, on nabrał prochów na krechę, wiesz.(...)

M. 3: - No i mówi (Ewa Skreczko - red.), że uciekł, wiesz, że wyszedł z domu, tam spotkanie z kolegą, wiesz, i tak dalej i zaginął.

M. 1: - No, to już wiem, o co lata.

M. 3: - Ona czeka tutaj na dole, wiesz, to niech ktoś...

M. 1: - Ona czeka teraz, na dole jest w tej chwili?

M. 3: - No, jest, to mogę do was skierować?

M. 1: - Nie no, na razie jeszcze nie. No, tu jeszcze nikogo nie ma nawet.

M. 3: - No, bo tutaj ona chciała do samego komendanta uderzać.

M. 1: - A niech uderza.M. 3: - Że my tu nic nie robimy.

M. 1: - A niech uderza, niech uderza. Powiemy komendantowi, jak sprawa stoi, to jeszcze zjebę dostanie i żeby się i tak sprawa poszła pod prokuratora dla bachora.

M. 3: - Poczekaj. Halo. No dobra, to w każdym razie jest na dole, nie.

M. 1: - Dobra.

M. 3: - No, na razie.


autor: Anna Kokosz

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

JAK NIEUDOLNI I NIEWYDOLNI
WYSTAWILI ŚWIADKA :


Świadek koronny

Wiktor z babcią zgodzili się współpracować
z łódzką policją i złożyli zeznania
przeciwko handlarzom narkotyków.
Mimo grożącego im niebezpieczeństwa
nie utajniono ich danych personalnych.
Teraz chłopak musi się ukrywać.

Dilerzy dowiedzieli się,
kto przekazał policji informacje
i obiecali zemstę.
16 letni Wiktor od półtora miesiąca
siedzi w swoim pokoju, jak w celi.
Boi się o własne życie.

- Jak Wiktorowi powiedzieli,
że przestrzelą mu kolana,
od tej pory zaczęłam się bać
– mówi babcia Wiktora.
– Wszystko pozamykane i śpimy na zmianę.
Musimy czuwać, boimy się.

Wiktor jest przerażony,
nie chodzi do szkoły,
nauczyciele odwiedzają go trzy razy
w tygodniu, ponieważ uznali,
że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem
będzie nauczanie indywidualne.

Babcia Wiktora twierdzi,
że została wykorzystana przez policję.
Przekazała im informację o kolegach wnuka,
dilerach narkotykowych,
pod warunkiem pełnej anonimowości.
Miała jej to obiecać
policjantka z wydziału narkotykowego.

Chłopca od małego wychowywała babcia.
Jego ojciec nie żyje,
a matka porzuciła go wiele lat temu,
wyjechała i nie daje znaku życia o sobie.

Wiktor, gdy poszedł do gimnazjum
zaczął sprawiać problemy wychowawcze,
dwa lata temu uzależnił się od narkotyków.
Kupował je od sąsiada,
znanego w dzielnicy handlarza.
Babcia chciała wyrwać wnuka z nałogu,
a diler na to nie pozwalał.

Kobieta czuła się bezsilna
i zwróciła się z prośbą o pomoc do policji.
Dla dobra wnuka postanowiła
współpracować z funkcjonariuszami.
Dzięki zeznaniom jej i Wiktora
- sąsiad, diler narkotykowy trafił do aresztu.

Chłopaka udało się wyciągnąć z nałogu,
ale w życiu rodziny pojawiły się kolejne,
poważne problemy.
Dane personalne babci i wnuka
znalazły się w aktach sprawy.
Dzięki temu podejrzany szybko
dowiedział się,
kto doprowadził do jego zatrzymania.

Wiktor i jego babcia żyją w strachu.
Groźby mafii nasiliły się.
Babcia Wiktora szuka pomocy.
Poprosiła o ochronę policjantkę,
która namówiła ją do złożenia zeznań.

Profesor Kruszyński
z katedry prawa UW twierdzi,
że policja i prokuratura powinny
zapewnić świadkom anonimowość,
jest oburzony,
że ich dane nie zostały utajnione.

- To rzecz skandaliczna
– mówi prof. Piotr Kruszyński.
– Kiedy ktoś zeznaje
przeciwko handlarzom narkotyków,
to się naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Powinny być wyciągnięte
bardzo surowe konsekwencje
wobec policjanta,
bo on dopuszcza się przestępstwa.
Ja bym go wyrzucił natychmiast
i zrobił postępowanie karne.

Babcia Wiktora żąda całodobowej ochrony
albo przeniesienia do innego miasta.

My również przyłączamy się do tego żądania.


piątek 9 marca 2007

TVN UWAGA !

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

* * * *

Ta sprawa to kompromitacja PiS – u i Rządu RP

O policyjnych nieudacznikach – szkoda mówić .

Został pobity, bo zeznał prawdę


Siedemnastoletni Wiktor z Łodzi został pobity
przez piętnastoosobową grupę wyrostków.
Chłopak i jego bliscy twierdzą,
że to zemsta dilerów narkotykowych,
przeciwko którym chłopak zeznawał na policji.

Wiktor i jego babcia czują się wykorzystani i oszukani.
Twierdzą, że odważyli się mówić tylko dlatego,
bo policja obiecała im anonimowość.

Niestety, ich dane personalne są jawne.
Przestępcy dowiedzieli się natychmiast,
kto przyczynił się do ich aresztowania.

- On się boi - mówi Grażyna Czerniawska,
babcia Wiktora.
– Jedną stronę głowy ma całkowicie skopaną czubkiem buta.
Oni już czekali na niego w tym klubie,
ktoś dał im cynk.

Mówili: frajer jedzie, co kolegów sprzedał.

Mało co nie doszło do tragedii.


Na szczęście Wiktorowi pomogli przypadkowi przechodnie, którzy natychmiast wezwali policję. Po kilku minutach na miejscu zdarzenia pojawił się radiowóz.

- Dostaliśmy zgłoszenie, że na chodniku, przy ul. Kościuszki siedzi pobity mężczyzna – mówi Mirosław Micor z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Poszkodowany twierdził, że gdy wychodził z autobusu 15 mężczyzn zaczęło go bić i kopać. Po czym udali się w kierunku ulicy Piotrkowskiej.

Grupa wyrostków uciekła z miejsca zdarzenia. Policjanci zaczęli ścigać podejrzanych. Jednego z nich udało się zatrzymać.

- Zatrzymano jednego z nich, ale poszkodowany stwierdził, że go nie rozpoznaje – relacjonuje Mirosław Kocor. – Mówił, że nie chce pomocy policji i pomocy lekarskiej.

- Wiem, że zatrzymany przez policję chłopak, to jeden z tych, który pobił Wiktora – mówi babcia chłopaka. – Mówił mi to Wiktor, ale on się boi o tym mówić policji. Przecież on ma 17 lat. On musi normalnie żyć, musi chodzić po ulicach.

Mimo to, że Wiktor stale powtarzał, że nic mu nie jest i że nie potrzebuje pomocy, policjanci wezwali pogotowie. Przybyły na miejsce lekarz po obejrzeniu obrażeń chłopaka postanowił zabrać go do szpitala. Jednak rano Wiktor uciekł. Babcia szukała wnuka przez całą noc. Nikt jej nie powiadomił o tym, że chłopak padł ofiarą bandytów. Wiktor dopiero rano wrócił do domu.

- Wiktor wrócił do domu, bo bał się, że oni teraz mnie zabiją - mówi babcia. - Krzyczeli, że najpierw jego, a potem mnie. Ja nie będę cicho siedzieć.

Wiktor przez kilka miesięcy bał się wychodzić z domu. Nie chodził też do szkoły, miał nauczanie indywidualne.

- Odkąd zamknęli tego chłopaka, ja nie wychodzę z tego pokoju – mówi Wiktor.

Po raz pierwszy pobito chłopaka trzy dni po naszej wizycie w jego domu.

Wiktor po kilku miesiącach spędzonych w pokoju nie wytrzymał i postanowił wyjść z domu. Jednak po ostatnim pobiciu na przystanku autobusowym chłopak znowu przestał wychodzić z domu, boi się. Z Wiktorem i jego babcią nikt nie chce rozmawiać.

Prawie co wieczór

pod dom przychodzą koledzy dilera i grożą im.


Pani Grażyna przestała już wzywać policję. Pisała skargi do wielu instytucji, niestety do dziś nikt jej nie pomógł. Czuje się samotna i opuszczona.

- Pisma wysyłam wszędzie
– mówi babcia Wiktora.
– Do ministra sprawiedliwości, do ministrów.
Sądy każą mi czekać.
Na co? Aż mnie zabiją?


W końcu kobieta otrzymała
oficjalne stanowisko policji
w sprawie ujawnienia danych osobowych jej i wnuka.

Wojewódzki Komendant Policji stwierdził:

"Analiza materiału dowodowego
zebranego w ramach postępowania wyjaśniającego
nie pozwala na potwierdzenie
stawianych przez panią zarzutów.

Policjanci nie zlekceważyli

żadnego ze zgłaszanych przez nią zdarzeń".


Przestępcy stają się coraz bardziej agresywni, tym bardziej, że rozpoczął się proces przeciwko dilerowi. Babcia i jej wnuk zeznają na jego oczach.

- Na sprawę przyszło ich dziewięciu, żeby sobie nas pooglądać – mówi babcia Wiktora. – Kiedy jadę autobusem, to bluźnią na mnie.

Babcia otrzymała też z więzienia
dwa listy z pogróżkami, jeden trafił do akt sprawy.


Wiktor ma pretensje do babci, że namówiła go do składania zeznań.

- Wiktor ma do mnie ogromny żal, że zniszczyłam mu życie – żali się babcia Wiktora. – A oni zamiast pomóc, to co ze mną zrobili?

czwartek 6 września 2007

TVN – UWAGA

Na ten temat czytaj również:

Świadek koronny

Świadek bez ochrony

Jednak dopadli świadka koronnego?



[link widoczny dla zalogowanych]

**************************************
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

__________________________________

Leci kabarecik
czyli
Inauguracja programu "Razem bezpieczniej"


[link widoczny dla zalogowanych]















.




.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Policja V RP Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin