Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna o przestępcach w policyjnych mundurach
Policyjny Serwis Informacyjny
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Streszczenie książki IPN o związkach Wałęsy z SB

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Lustracja - eSBecki gang
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Śro 19:04, 18 Cze 2008    Temat postu: Streszczenie książki IPN o związkach Wałęsy z SB

.

Streszczenie książki IPN

o związkach Wałęsy z SB



mt, PAP 2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 12:02:21.0

Lech Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek"; akta świadczące o tym zabrał on w latach 90.; w 2000 r. Sąd Lustracyjny wadliwie ocenił dowody nt. Wałęsy i pominął ich część - twierdzą historycy IPN Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w swej książce.

Książka pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" stawia tezę, że odwołanie w 1992 r. rządu Jana Olszewskiego na wniosek Wałęsy oraz jego sprzeciw wobec lustracji miało "motywy, niestety, jak najbardziej osobiste". Według autorów, oryginał teczki "Bolka" najprawdopodobniej jest dziś w Moskwie.

"Jeśli Lech Wałęsa - przewodniczący NSZZ "Solidarność", legendarny przywódca marszu ku wolności w latach 80. i były prezydent RP w latach 1990-1995 - nie mógł wyzwolić się z obciążenia przeszłością, to czy mogły to zrobić dziesiątki tysięcy innych osób, uwikłanych w kompromitujące kontakty z SB, a pełniące dziś ważne funkcje publiczne?" - pytają autorzy.

Licząca 751 stron pozycja ma ukazać się nakładem IPN w poniedziałek.

Wstęp, autorstwa prezesa IPN Janusza Kurtyki, stwierdza że problem relacji Wałęsy z SB nie został dotychczas poddany analizie naukowej, był zaś wykorzystywany w gwałtownych dyskusjach prasowych. "Odruchowo znaczna część uczestników tych debat odrzuca możliwość, iż młody członek komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej w 1970 r. mógł przez kilka następnych lat, samotny w relacji z machiną SB, być tajnym współpracownikiem bezpieki, mógł następnie zerwać tę współpracę i zaangażować się w działania opozycji demokratycznej i Wolnych Związków Zawodowych, mógł odrzucić próby ponownego werbunku przez SB, dzięki swej osobowości i momentowi historycznemu mógł zostać symbolicznym liderem wielkiego ruchu "Solidarności" i światową ikoną antykomunistycznego oporu; musiał wreszcie jako prezydent wolnej już Polski ustosunkować się do tego epizodu własnej przeszłości - i że wszystkie powyższe odsłony dotyczą biografii jednego człowieka, któremu miejsca w historii Polski nikt nie odbiera" - napisał Kurtyka.

W swoim wstępie autorzy podkreślają, że książka nie jest biografią Wałęsy, ale "naukową próbą wyjaśnienia złożonej kwestii relacji i związków L. Wałęsy z SB". Dodają, że dzieje "sprawy Wałęsy" po 1990 r. przedstawili "na tle zjawisk politycznych i wydarzeń, które naszym zdaniem mogły mieć bezpośredni lub pośredni związek z przeszłością legendarnego przywódcy "Solidarności". Okres do 1990 r. opracował Cenckiewicz, a po 1990 r - Gontarczyk, ale podkreślają, że za całość odpowiadają wspólnie.

Autorzy podkreślają, że próbowali doprowadzić do spotkania z Wałęsą - 27 września 2007 r. do biura Wałęsy w Gdańsku wpłynęło pismo Gontarczyka z taką propozycją. Jeszcze tego samego dnia dostali kurierem pismo Wałęsy "z żądaniem by w książce przygotowywanej przez IPN uwzględnić jego wersję wydarzeń". "Żadnego sygnału prezydenta Wałęsy o gotowości spotkania z autorami nie było" - dodali.

Intencją autorów - jak piszą - było, by "przede wszystkim przemówiły dokumenty, stąd też przeważającą część publikacji stanowią aneksy źródłowe". Jest tam w sumie 86 najróżniejszych dokumentów - od esbeckich akt z lat 70. i 80., przez fragmenty wspomnień różnych uczestników wydarzeń, po dokumenty z lat 90. dotyczące lustracji, akta UOP oraz prokuratury nt. dalszych losów akt "Bolka". Ostatnim chronologicznie dokumentem jest wyrok Sądu Lustracyjnego wobec Wałęsy z sierpnia 2000 r., że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne o tym, że nie był agentem SB.

Pierwszym dokumentem z książki jest karta ewidencyjna Wałęsy E-14 o "wyrejestrowaniu" "Bolka" z ewidencji operacyjnej SB 19 czerwca 1976 r. z powodu "niechęci do współpracy". Nr ewidencyjny 12535 odpowiada numerowi dziennika rejestracyjnego gdańskiej SB, w którym 29 grudnia 1970 r. zarejestrowano "Bolka" jako tajnego współpracownika. Zapis o rejestracji jest też w komputerowym zbiorze danych SB, tzw. Zintegrowanym Systemie Kartotek Operacyjnych.

W notatce st. szer. SB Marka Aftyki z 21 czerwca 1978 r. na temat przeglądu akt Wałęsy jest zdanie: "Wymieniony do współpracy z organami bezpieczeństwa pozyskany został w dniu 29 XII 1970 r. jako TW ps. BOLEK na zasadzie dobrowolności przez st. insp. Wydziału II KW MO w Olsztynie kpt. [Edwarda] Graczyka" (już nie żyje - PAP).

Inne źródło, to tzw. "arkusz ewidencyjny osoby podlegającej internowaniu", w którym - jeszcze w listopadzie 1980 r. - gdańska SB napisała, że Wałęsa był "29.12.1970 pozyskany do współpracy z SB. W okresie 1970-72 przekazał szereg informacji dot. negatywnej działalności pracowników Stoczni".

"Zachowana dokumentacja dotycząca działalności TW Bolek jest na tyle skąpa, że nie pozwala na całościowy opis i ocenę jego aktywności" - piszą autorzy. Dodają, że akta SB dotyczące Wałęsy "brakowano" przynajmniej dwa razy: w latach 1989-1990 oraz 1992- 1995. Według książki, do 1992 r. w UOP znajdowało się ponad 30 różnych dokumentów związanych z "Bolkiem", w tym "notatka odręczna prawdopodobnie rekonstruująca treść zobowiązania do współpracy TW Bolek z SB". Akta te ukradziono w latach 90. z archiwum UOP - twierdzą autorzy.

Podkreślają, że choć w latach 70. gdańska SB miała czterech agentów o kryptonimie "Bolek", to tylko jeden pracował w stoczni i miał nr ewidencyjny 12535. "Bolek" miał trzech oficerów prowadzących: kpt. Edwarda Graczyka, kpt. Henryka Rapczyńskiego i kpt. Zenona Ratkiewicza. Raz w spotkaniu kontrolnym z "Bolkiem" wziął udział kpt. Czesław Wojtalik.

Według autorów kontakt z "Bolkiem" w stoczni utrzymywał rezydent SB ps. "Madziar" kpt. Józef Dąbek. Odbierał on doniesienia, przekazywał zadania do wykonania oraz wręczał pieniądze. W książce wydrukowano dwa pokwitowania odbioru pieniędzy przez "Bolka" za udzielone SB informacje - 1500 zł 18 stycznia 1971 r. oraz 700 zł 29 czerwca 1974 r. Dąbka nadzorował ppor. Janusz Stachowiak, który oceniał informacje odbierane przez "Madziara" od "Bolka".

W książce opublikowano m.in. cztery zachowane (w formie oryginalnych maszynopisów), pełne doniesienia "Bolka" z kwietnia i listopada 1971 r., które jeden z autorów pracy odnalazł w gdańskim IPN. Są też tam trzy fragmenty doniesień i podsumowań donosów "Bolka" z lat 1971-72 , a także kserokopie ręcznego doniesienia "Bolka" ze stycznia 1971 r. oraz dwóch pokwitowań odbioru pieniędzy.

Autorzy nie umieją określić, na ile prawdopodobna jest hipoteza, że agenturalna działalność wpłynęła na decyzję o przyznaniu Wałęsie w październiku 1972 r. stoczniowego mieszkania.

Według autorów, "Bolek" był "współpracownikiem aktywnym, posłusznym, ofensywnym, pomysłowym i dość skrupulatnym"; dbał też o konspirację. "Oficerom SB zwracał uwagę na jednoźródłowość przekazywanych wiadomości, co w sytuacji ich wykorzystania mogłoby narazić go na dekonspirację" - piszą autorzy. Ich zdaniem, "Bolek" wykazywał ponadto dużo "własnej inicjatywy w rozpoznawaniu >źródeł zagrożeń<".

"W znanych nam zaledwie kilku dokumentach dotyczących bezpośrednio działalności TW Bolek przewinęły się 24 nazwiska, z czego większość stanowią jego koledzy z wydziału W-4 i Rady Oddziałowej oraz uczestnicy rewolty grudniowej 1970 r." - piszą autorzy. Dodają, że jako członek komitetu strajkowego w Grudniu '70, a później reprezentant załogi w rozmowach z dyrekcją stoczni, w tym z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem, "Bolek" cieszył się autorytetem i zaufaniem stoczniowej załogi.

"Bolek" przekazywał SB m.in. informacje o nastrojach na wydziale W-4 stoczni, okolicznościach podpalenia siedziby PZPR w Gdańsku, o odszkodowaniach za grudzień 1970 r. oraz o próbie zakłócenia pochodu 1 maja w 1971 r. Informacje "Bolek" zdobywał nawet podczas zwolnień lekarskich - podkreślają autorzy.

W kwietniu 1971 r. "Bolek" mówił Rapczyńskiemu, że pracownik stoczni Józef Szyler (lider robotniczy z wydziału W-4) mówił mu, że "ma szanse uciec do NRF". SB wszczęła sprawę operacyjną wobec Szylera. O innym, nieznanym mu robotniku, który wzywał do walki o postulaty "sposobem grudniowym", "Bolek" napisał m.in., że jest "wysoki, szczupły, bez zębów z przodu", dzięki czemu SB ustaliła jego personalia.

"W latach 1970-72 wymieniony już jako TW ps. BOLEK przekazywał nam szereg cennych informacji dot. destrukcyjnej działalności niektórych pracowników; na podstawie otrzymanych materiałów założono kilka spraw" - pisał w swej notatce Aftyka. Dodawał, że za przekazane informacje "Bolek" był wynagradzany i "w sumie otrzymał 13 100 zł; wynagrodzenie brał bardzo chętnie".

Według Aftyki, "po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni dało się zauważyć niechęć do dalszej współpracy z naszym resortem. Tłumaczył on to brakiem czasu i tym, że na zakładzie nic się nie dzieje. Żądał również zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły większej wartości operacyjnej. Podczas kontroli przez inne źródła informacji stwierdzono, że niejednokrotnie w przekazywanych informacjach przebijała się chęć własnego poglądu na sprawę, nadając jej niejako opinię środowiskową. Stwierdzono również, że podczas odbywających się zebrań dość często bez uzasadnienia krytykował kierownictwo administracyjne, partyjne i związkowe wydziału".

Jeden z agentów ze stoczni, TW "Kolega" podawał 15 lipca 1974 r., że "Wałęsa powiedział, że jedyną drogą jest organizacja związków mająca na celu pozbycie się "czerwonych pająków" w szeregu związków, którzy tylko patrzą "żeby wykorzystać sytuację budując domy, luksusowe samochody, odpoczywają na zagranicznych wczasach"".

Aftyka pisał, że z Wałęsą przeprowadzano po każdym takim wystąpieniu rozmowy, wytykając mu "niewłaściwość" postępowania, ostrzegając go, że może być zwolniony z pracy. W końcu w kwietniu 1975 r. zwolniono go. Aftyka dodał, że "ponowne nawiązanie kontaktu z TW "Bolek" spowodowało u niego bardzo aroganckie zachowanie w stosunku do naszego pracownika i stwierdzenie, że na żadne spotkanie nie przyjdzie, gdyż nie chce naszych organów znać".

Wobec tego, w czerwcu 1976 r. wyeliminowano go z "czynnej sieci agenturalnej", a "teczkę personalną i roboczą" złożono w archiwum KW MO w Gdańsku.

Z notatki mjr. SB Czesława Wojtalika i mjr. Ryszarda Łubińskiego z 9 października 1978 r. wynika, że 6 października przeprowadzili oni rozmowę z Wałęsą w celu podjęcia "próby ponownego pozyskania" i "zneutralizowania jego negatywnej działalności prowadzonej w ramach tzw. Wolnych Związków Zawodowych".

"Oświadczył, niepytany, że nie będzie o niczym z nami rozmawiał, działalności w WZZ się nie wyrzeknie, nie życzy sobie aby przeszkadzano mu w pracy (...) a poza tym o nachodzeniu go zamelduje komu trzeba" - pisali esbecy. Dodali, że swą wcześniejszą "pomoc" ocenia jako swój błąd; "zresztą z popełnienia tego błędu zwierzył się swoim znajomym z opozycji". "Pociesza go jedynie fakt, że nie tylko on błąd taki w przeszłości popełnił, ale popełnili go także Gwiazdowie, Bulc i Borusewicz" - głosi notatka SB.

Osiem dni po tej rozmowie SB zaczęła Wałęsę rozpracowywać w operacji pod kryptonimem "Bolek" - napisali autorzy. W kolejnej części pracy opisują oni działania Wałęsy w opozycji, szefowanie strajkiem w gdańskiej stoczni w sierpniu 1980 r. i działalność jako lidera NSZZ "Solidarność" w latach 1980-81.

Autorzy piszą, że podczas internowania Wałęsy w stanie wojennym zainicjowano działania operacyjne, których celem było skompromitowanie go zarzutem współpracy z SB w oczach podziemia oraz świata zachodniego (tak by nie dostał pokojowej Nagrody Nobla). Działania te prowadziło tzw. biuro studiów MSW. I tak już w lutym 1982 r. w obozie dla internowanych podrzucono Annie Walentynowicz kopie doniesień "Bolka" z 1971 r i pokwitowań pieniędzy przez niego. Ona natychmiast to zniszczyła.

O "działaniach specjalnych" SB wobec Wałęsy wiadomo tylko z oświadczenia oficera biura studiów mjr. Adama Stylińskiego, złożone w 1985 r. po ucieczce na Zachód Eligiusza Naszkowskiego, lidera "S" w Pile, a zarazem agenta i oficera SB. Pisał on m.in., że "pierwszy etap działań polegał na "przedłużeniu działalności" TW Bolek, tj. L. Wałęsy, o minimum 10 lat".

W ramach realizacji tego planu SB przekazała członkom Komitetu Noblowskiego doniesienie "Bolka" i pokwitowanie odbioru pieniędzy. Według autorów, "wszystko wskazuje", że SB korzystała w tych działaniach "także z autentycznych dokumentów archiwalnych TW Bolek", co ma potwierdzać notatka st. chor. Tadeusza Maraszkiewicza z 1985 r. Pisał on, że w tych działaniach SB chodziło m.in. o "kontynuację przerwanej uprzednio współpracy z resortem". "Logicznie rzecz ujmując, nie można kontynuować czegoś, co w przeszłości nigdy nie zaistniało" - piszą autorzy. Według nich, mimo fiaska akcji SB i przyznania w 1983 r. Nobla Wałęsie, akcję "Bolek" (od 1983 r. pod nazwą Zadra") kontynuowano do drugiej połowy lat 80.

Kolejnych 130 stron książki poświęcono wydarzeniom po 1990 r. Szeroko opisano sprawę lustracji w 1990 r. i odwołania na tym tle rządu Olszewskiego na wniosek Wałęsy, który znalazł się wtedy na "liście Macierewicza". Książka podaje, że wykonując uchwałę lustracyjną Sejmu, szef MSW Antoni Macierewicz zebrał w UOP "kilkadziesiąt istotnych dokumentów" "Bolka", w tym ok. 20 jego donosów z lat 1971-1974, znalezionych w aktach innych spraw operacyjnych SB. Według autorów, autentyczność dokumentów, które zebrał Macierewicz, "nie budziła wątpliwości" i wykluczone jest "by dołożono je później". Zarazem dodają, że w gdańskim UOP nie było ani teczki personalnej, ani teczki pracy "Bolka".

Dalej książka szeroko opisuje sprawę otrzymania przez prezydenta Wałęsę z UOP, mocą decyzji ówczesnego szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego, zgromadzonej na jego temat dokumentacji SB, która wróciła do UOP po kilku miesiącach zdekompletowana. Zniknęły najważniejsze dokumenty świadczące, że urzędujący prezydent był "Bolkiem" - piszą autorzy.

We wrześniu 1996 r. szef MSW z SLD Zbigniew Siemiątkowski napisał w notatce dla prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że do UOP nie wróciły m.in. "notatki i doniesienia agenturalne od Lecha Wałęsy", "jego dokumenty rejestracyjne" i "pokwitowania Lecha Wałęsy na odbiór wynagrodzenia za działalność agenturalną". Choć poproszono wtedy byłego prezydenta, aby zwrócił brakujące materiały, nigdy nie odpowiedział.

Według autorów, przekazanie przez Milczanowskiego Wałęsie oryginałów akt, bez pośrednictwa tajnych kancelarii, naruszało prawo. Prokuratura, która początkowo postawiła Milczanowskiemu oraz szefom UOP Jerzemu Koniecznemu i Gromosławowi Czempińskiemu zarzut utraty tajnych akt, w 1999 r. umorzyła śledztwo, uznając iż nie doszło do przestępstwa (w książce wydrukowano pełny tekst tego umorzenia, który jest oznaczony klauzulą "tajne").

Zdaniem autorów, prowadząca śledztwo prok. Małgorzata Nowak "początkowo zamierzała powiadomić marszałka Sejmu o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędującego prezydenta, jednak taką możliwość zablokowali jej przełożeni".

Ponadto książka opisuje zniszczenia akt SB co do "Bolka", do których doszło w latach 90. w gdańskim UOP. W ich miejsce podrzucono inne, które według autorów są falsyfikatami, a które mają świadczyć, że w latach 70. Wałęsa nie współpracował z SB.

Ostatnia część książki opisuje proces lustracyjny Wałęsy z 2000 r. w szerokim kontekście lustracji w Polsce. Zdaniem autorów, jej praktyka była ułomna, bo przed Sądem Lustracyjnym nie stanęło wiele osób, "co do których zachowały się dokumenty świadczące o ich współpracy z komunistycznymi organami bezpieczeństwa".

Autorzy dodają, że niektórzy adwokaci lustrowanych "działali we własnej sprawie", np. adwokat Józefa Oleksego mec. Wojciech Tomczyk, "rejestrowany w latach 1985-1990 jako konsultant wydziału IX departamentu III MSW (zwalczanie opozycji)". Innym przykładem ma być prof. Piotr Kruszyński, adwokat Zyty Gilowskiej, który - według książki - był w latach 1968-1971 kandydatem na wywiadowcę Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego WP; od 1979 r. rejestrowany przez departament III MSW, najpierw jako kontakt operacyjny, a potem jako tajny współpracownik "Piotr". W 1990 r. akta TW zniszczono.

Opisując wyrok Sądu Lustracyjnego z 2000 r. wobec Wałęsy, autorzy oceniają, że sąd oparł się głównie na notatce Stylińskiego, że w działaniach SB przeciw Wałęsie chodziło o "przedłużenie działalności TW ps. Bolek, tj. Lecha Wałęsy, o minimum 10 lat". Według autorów, cudzysłów oznaczał, że "przedłużenie" to miało charakter nienaturalny, bo sprawa TW "Bolek" zakończyła się w 1976 r., ale sąd uznał, że cudzysłów to dowód, iż Wałęsa nigdy nie współpracował z SB. "Gdyby rzeczywiście nie było wcześniejszego okresu współpracy L. Wałęsy z SB, to użycie zwrotu o "przedłużeniu działalności TW Bolek" nie miałoby żadnego sensu" - czytamy w książce.

Według autorów, nie wiadomo, na jakiej podstawie sąd wysnuł wnioski, że autentyczna teczka "Bolka" nigdy nie istniała, a Macierewicz w 1992 r. dysponował aktami sfałszowanymi przez SB. Zdaniem autorów, sąd pominął ustalenia śledztwa co do zaginionych dokumentów "Bolka".

"Warto również pamiętać, że sędziowie Sądu Lustracyjnego działali pod ogromną presją gwałtownej kampanii propagandowej, świadomi znaczenia, jakie wyrok w sprawie Wałęsy może mieć nie tylko dla historii Polski, lecz także dla jej współczesności" - napisali autorzy. Według nich, "trudno jednoznacznie stwierdzić, co w sprawie lustracji L. Wałęsy odegrało rolę decydującą: problematyczność w interpretacji niekompletnego materiału dowodowego, niesprzyjające okoliczności procesu, niekompetencja czy zła wola".

"Komplet informacji na temat agenturalnej przeszłości osób publicznych w Polsce dziś znajduje się zapewne tylko w jednym miejscu. Nie w Warszawie, bo tu znaczną część zniszczono, a w Moskwie. Najprawdopodobniej tam właśnie znajduje się oryginalna teczka Bolka" - piszą we wnioskach Cenckiewicz i Gontarczyk. Pytają, czy w związku z tym całą tę historię warto po prostu "zamieść pod dywan".

"Rekonstrukcja tej jednej historii mimowolnie pokazuje skutki, jakie w historii Polski odegrał brak lustracji i swobodnego dostępu do archiwaliów b. SB; podporządkowanie służb specjalnych prywatnym interesom rządzących, działalność tzw. sądownictwa lustracyjnego, sędziowie wydający wyroki we własnej sprawie, nielegalny "drugi obieg" ukradzionych dokumentów SB" - napisali autorzy.

Ostatnie zdanie książki brzmi: "Sprawa TW Bolek z lat 1970-1976 jest tak samo prawdziwa, jak historyczna rola Wałęsy w latach 80".

mt, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - [link widoczny dla zalogowanych] © Agora SA


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Czw 2:03, 19 Cze 2008    Temat postu: ak historykom IPN wyszło, że Wałęsa to Bolek

.


Jak historykom IPN wyszło,

że Wałęsa to Bolek


Adam Leszczyński 2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 10:38:35.0

Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie jeszcze się nie ukazała. Ale dwaj historycy IPN przedstawili wczoraj jej tezy w zaprzyjaźnionych gazetach - w "Rzeczpospolitej" i "Wprost" (w wydaniu internetowym). Pierwszy tekst dotyczy lat 90., drugi - lat 1971-76.Przeczytaj komentarz Ewy MilewiczLech Wałęsa był w latach 1970-1976 tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek". Gontarczyk i Cenckiewicz: „Wprawdzie oryginalnej teczki personalnej i teczki pracy TW nigdzie nie było, ale w 1991 r. zidentyfikowano kilkadziesiąt doniesień TW » Bolek «zachowanych w sprawach prowadzonych przez gdańską SB. Donosy te dotyczyły przede wszystkim pracowników Wydziału W-4 i członków komitetu strajkowego funkcjonującego w Stoczni Gdańskiej w grudniu 1970 r. Były to miejsca i środowiska nierozerwalnie związane z życiorysem Wałęsy” („Rzeczpospolita”).Czego nie wiemy: W jakich okolicznościach "Bolek" został zarejestrowany jako "tajny współpracownik"? Nic o tym nie wiemy. Miało to się stać tuż po krwawych represjach władz PRL wobec protestujących robotników w grudniu 1970 r. Jakich metod nacisku używano wobec "Bolka"?To, że Lech Wałęsa był "Bolkiem", Gontarczyk i Cenckiewicz ustalają drogą okrężną - przez różnego typu katalogi i ewidencje SB (karty rejestracyjne, dzienniki korespondencyjne i zapisy w Zintegrowanym Systemie Kartotek Operacyjnych). Bezpośredniego zobowiązania Wałęsy do współpracy nie ma, chociaż Gontarczyk i Cenckiewicz wprost o tym nie piszą. Współpracę Wałęsy mają także potwierdzać wzmianki w znacznie późniejszych dokumentach SB - pochodzących z końca lat 70."Bolek" był aktywnym współpracownikiem SB, a jego donosy szkodziły kolegom ze stoczni. Gontarczyk i Cenckiewicz: „TW ps. » Bolek «był współpracownikiem aktywnym, zwłaszcza jeśli chodzi o okres będący bezpośrednim następstwem Grudnia '70 (lata 1970-1972). Tę obserwację potwierdza także treść notatki SB z 1978 r. » W latach 1970-[19]72 wymieniony już jako TW ps. BOLEK przekazywał nam szereg cennych informacji dot[yczących] destrukcyjnej działalności niektórych pracowników. [ ] Za przekazane informacje był on wynagradzany i w sumie otrzymał 13100 zł; wynagrodzenie brał bardzo chętnie «. Treść zachowanych donosów dowodzi, że TW ps. » Bolek «był agentem aktywnym, nieograniczającym się do relacjonowania wydarzeń, ale wykazującym dużo własnej inicjatywy w rozpoznawaniu » źródeł zagrożeń «.” (Internetowa strona „Wprost”).Na podstawie donosów Wałęsy - wg Gontarczyka i Cenckiewicza - represjonowano jego kolegów ze stoczni (m.in. zakładano podsłuchy i typowano do zwolnienia z pracy).Czego nie wiemy: Gontarczyk i Cenckiewicz odnaleźli cztery doniesienia "Bolka" (z 17, 22 i 27 kwietnia 1971 r. oraz 25 listopada 1971 r.). I to nie oryginały, tylko - jak piszą - "oryginalne maszynopisy" (naprawdę chodzi o kopie przepisane na maszynie przez SB w latach 70.)Ponadto znaleźli też trzy fragmenty doniesień i podsumowań innych donosów "Bolka" (z przełomu marca i kwietnia 1971 r., z 26 maja 1971 r. i 3 października 1971 r.).Z artykułów Gontarczyka i Cenckiewicza nie wynika, na jakiej podstawie te donosy jednoznacznie i w całości przypisują "Bolkowi".Leszczyński: Rozmawiamy o książce, której jeszcze nie maNie wiadomo, na jakiej podstawie zakładają, że ich podsumowania (pisane przez oficerów SB) wiernie oddają to, co napisał "Bolek".O tym, że to właśnie z powodu donosów "Bolka" represjonowano jego kolegów, wnioskują z adnotacji oficerów SB na maszynopisach.Nie jest jasne, czy gdziekolwiek odnaleźli odręcznie napisany przez Wałęsę dokument albo choćby jego podpis!Nie wiadomo też, czy "Bolek" w ogóle aktywnie współpracował po październiku 1971 r.Gontarczyk i Cenckiewicz nie mają wątpliwości, że "teczka" Wałęsy nie została sfałszowana. Piszą: "Odnalezione doniesienia powstały zgodnie z zasadami kancelaryjnymi obowiązującymi w SB i umieszczone były w kolejnych tomach akt w czasie rzeczywistym. Znajdująca się na nich numeracja stron stanowiła ciągłość z sąsiadującymi dokumentami, a nadto wykonana była tym samym środkiem kryjącym i przez tę samą osobę. Poszczególne tomy posiadały spisy treści, były przesznurowane i opieczętowane pieczęciami "KW MO Gdańsk" jeszcze w latach 70. Dokonanie w nich jakichkolwiek manipulacji post factum bez pozostawienia wyraźnych śladów było wykluczone. Oryginalna karta ewidencyjna z kartoteki dotycząca prezydenta nie pozostawiała cienia wątpliwości, kto ukrywał się pod pseudonimem Bolek" ("Rzeczpospolita").Czego nie wiemy: Gontarczyk i Cenckiewicz często piszą o dokumentach, których nie widzieli - bo przepadły w latach 90. (np. oryginalna "karta ewidencyjna" Wałęsy). Kiedy uznają ich autentyczność, wierzą na słowo oficerom UOP katalogującym je w latach 1991-92 (za czasów Macierewicza).Np. pisząc o ponad 20 donosach Wałęsy, opierają się np. na ewidencji przygotowanej w roku 1991 r. w gdańskim UOP i na protokole, który przygotowano w czerwcu 1992 r. przez ustępującego szefa UOP Piotra Naimskiego i który wyliczał wszystkie dokumenty dotyczące "Bolka"."Bolek" został wyrejestrowany jako współpracownik w 1976 r. Gontarczyk i Cenckiewicz cytują notatkę SB z 1974 r.: "Po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni dało się zauważyć niechęć do dalszej współpracy z naszym resortem. Tłumaczył on to brakiem czasu i tym, że na zakładzie nic się nie dzieje. Żądał również zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły większej wartości operacyjnej. Podczas kontroli przez inne źródła informacji stwierdzono, że niejednokrotnie w przekazywanych informacjach przebijała się chęć własnego poglądu na sprawę, nadając jej niejako opinię środowiskową. Stwierdzono również, że podczas odbywających się zebrań dość często bez uzasadnienia krytykował kierownictwo administracyjne, partyjne i związkowe wydziału" ("Wprost"). W lutym 1976 r. Lech Wałęsa został zwolniony z pracy w stoczni gdańskiej. W czerwcu "Bolek" został wyrejestrowany jako tajny współpracownik SB.Czego nie wiemy: Dlaczego w latach 80. SB nie użyła domniemanych donosów Wałęsy, żeby przywódcę "Solidarności" publicznie skompromitować? Gontarczyk i Cenckiewicz nie próbują zastanawiać się nad tym pytaniem.Donosy "Bolka" zostały zniszczone w latach 90. Były niszczone w kilku partiach. Pierwszy raz - według Gontarczyka i Cenckiewicza - Wałęsa, wówczas prezydent, zażądał teczki "Bolka" po obaleniu rządu Jana Olszewskiego (4 czerwca 1992 r.).Gontarczyk i Cenckiewicz piszą: "Około 6-7 czerwca 1992 r. za zgodą ministra Andrzeja Milczanowskiego Wałęsie udostępniono zgromadzoną na jego temat dokumentację. Prezydent oglądał ją w gabinecie szefa kontrwywiadu UOP płk. Konstantego Miodowicza. W lipcu lub sierpniu 1992 r. prezydent ponownie zwrócił się do Milczanowskiego o możliwość przeczytania akt, tym razem w Belwederze. Otrzymał na to zgodę. Szef Zarządu Śledczego UOP płk Wiktor Fonfara zapisał w notatce służbowej: "Polecenie dostarczenia ich Prezydentowi otrzymał ówczesny Szef UOP Jerzy Konieczny oraz ja. Materiały osobiście zawieźliśmy Prezydentowi, który pokwitował ich odbiór na odwrocie protokołu zawierającego szczegółowy spis ich zawartości. Paczka z dokumentami dotyczącymi TW "Bolek" wróciła do MSW 22 września 1992 r. Na pierwszy rzut oka było widać, że dokumenty zostały zdekompletowane. Zniknęły najważniejsze dokumenty dotyczące sprawy: oryginał karty ewidencyjnej Lecha Wałęsy, kopie doniesienia i pokwitowań tego TW, a także inne dokumenty wskazujące, że "Bolkiem" był urzędujący prezydent. W poszczególnych tomach akt, które przywieziono z Gdańska 1 czerwca 1992 r., dokonano czystki. W miejscach, gdzie wcześniej znajdowały się doniesienia "Bolka", sterczały teraz fragmenty powyrywanych kartek" ("Rzeczpospolita").Czego nie wiemy: Pisząc o "karcie ewidencyjnej Lecha Wałęsy", pokwitowaniach itd., Gontarczyk i Cenckiewicz piszą o dokumentach, których nie widzieli. Z góry jednak zakładają, że były autentyczne.Nic także nie wskazuje, żeby autorzy rozmawiali z bohaterami wydarzeń - chociaż wszyscy żyją i są dostępni. Ludzie - a nie tylko dokumenty - to także źródło historyczne. Nie jest jasne - chociaż autorzy tak twierdzą - że min. Milczanowski złamał prawo, wysyłając tajne dokumenty Wałęsie (prezydentowi państwa).Proszony o zwrot dokumentów, Wałęsa odesłał pustą kopertę. Gontarczyk i Cenckiewicz: „Teoretycznie wszystko było w porządku. Początkowo prezydent » zatrzymał «część kompromitujących go dokumentów, jednak po interwencji ministra Milczanowskiego zwrócił je w kopercie. Kłopot w tym, że nikt tej koperty nie otworzył. Nie było takiej potrzeby. Kierownictwo MSW zapewne wiedziało, że brakujących dokumentów w kopercie nie ma, a rzekomy zwrot dokumentów przez Wałęsę był prawdopodobnie fikcją” („Rzeczpospolita”).Czego nie wiemy: Skąd właściwie Gontarczyk i Cenckiewicz wiedzą, że Wałęsa odesłał pustą kopertę? "Rzekomy zwrot" był "prawdopodobnie fikcją" - piszą. Zwrócił czy nie zwrócił?Drugi raz Wałęsa dostał dokumenty w 1993 r., po wygranych przez SLD wyborach, i znów części nie oddał. Gontarczyk i Cenckiewicz mają odręczne pokwitowanie Wałęsy na „protokole zapakowania i zdeponowania akt”. Piszą: „Jaki był sens ponownego wypożyczania przez Wałęsę całej dokumentacji? Otóż funkcjonariusze UOP musieli zorientować się, że za pierwszym razem akta » wyczyszczono «nieudolnie. Po działalności TW » Bolek «musiały pozostać wyraźne ślady, najprawdopodobniej w tomach akt wypożyczonych z Delegatury UOP w Gdańsku. Należy przypuszczać, że ktoś z kierownictwa MSW przekazał do Belwederu informację, iż akta należy » doczyścić «” („Rzeczpospolita”).Czego nie wiemy: To są - jak przyznają sami Gontarczyk i Cenckiewicz - ich przypuszczenia. Pewne jest tyle, że kolejne dokumenty (74 karty) zniknęły.W gdańskiej delegaturze UOP niszczono dokumenty obciążające Wałęsę, zastępując je "fałszywkami", które miały go wybielić. Gontarczyk i Cenckiewicz: „W miejsce usuwanych dokumentów podrzucano inne, których nigdy tam nie było. W tomie XXII akt sprawy kryptonim » Jesień 70 «znajduje się notatka następującej treści: » Gdańsk, 16.02.1971 r. TAJNE. Notatka służbowa z dn. 16.02.1971. W dniu 16.02.1971 ob. Lech Wałęsa nie podjął współpracy jako TW. kpt. E. Graczyk. Propozycja. W związku z odmową współpracy proponuję dalszą kontrolę jego działalności na W-4 poprzez TW KLIN. kpt. E. Graczyk «. Dokument ten miał potwierdzać, że Wałęsa nigdy nie podjął współpracy z SB. Kłopot w tym, że analiza treści dokumentu oraz jego oględziny zewnętrzne w jednej kwestii nie pozostawiają wątpliwości: dokument podrzucono w latach 90. i wszystko wskazuje na to, że jest falsyfikatem” („Rzeczpospolita”).Czego nie wiemy: Dlaczego Gontarczyk i Cenckiewicz nigdy nie zastanawiają się, czy któryś z dokumentów rzekomo obciążających Wałęsę nie jest falsyfikatem? Za to dokument, który mógłby go oczyszczać, uznają - nie wdając się w szczegóły - za fałszywy? W tej kwestii - jak i w wielu innych - musimy historykom IPN wierzyć na słowo.• Wczoraj szef działu krajowego „Rzeczpospolitej” Jarosław Gojtowski odszedł z pracy. „Rezygnuję po dzisiejszym tekście 'Rz' o Lechu Wałęsie”- napisał w sms-ie rozesłanym do znajomych. Nie chciał komentować tej decyzji.Adam Leszczyński

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - [link widoczny dla zalogowanych] © Agora SA




.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Paweł dnia Czw 2:04, 19 Cze 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Czw 2:47, 19 Cze 2008    Temat postu:

.

Miodowicz: Dokumenty w książce o Wałęsie

udostępnione nielegalnie

mm, PAP 2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 21:56:00.0

Dokumenty w książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", wytworzone po 1990 r. "w obrębie UOP i ABW", zostały udostępnione autorom w sposób nielegalny i sprzeczny z prawem - uważa Konstanty Miodowicz, poseł PO, były szef kontrwywiadu.

"Jestem zbulwersowany"

- Jestem zbulwersowany pojawieniem się w publikacji "pseudohistoryków" IPN dokumentów, które były wytworzone po roku 1990 w obrębie służb niepodległego państwa polskiego, a mianowicie UOP i ABW - powiedział Miodowicz. - Dokumentami tymi nie dysponował i dysponować nie może IPN i zostały one udostępnione autorom książki w trybie nielegalnym i sprzecznym z prawem - dodał.

Zdaniem Miodowicza, materiały te podlegają ochronie i mogą być odtajniane i udostępniane jedynie organom ścigania decyzją szefów służb. - W przypadku publikowania (w książce) notatek dyrektora (Wiktora) Fąfary i ministra Andrzeja Milczanowskiego dokonano bezczelnego i zuchwałego przestępstwa - powiedział Miodowicz.

W jego ocenie, obecnie mamy do czynienia z dyskusją dotyczącą przedsięwzięcia o charakterze politycznym, realizowanym z użyciem "rekwizytów historycznych".

Cenckiewicz: Jest podstawa prawna do publikacji

Podstawą prawną do publikacji tych dokumentów jest art. 27 ustawy o IPN, który mówi, że "prezes IPN może na tej podstawie wystąpić do jakichkolwiek organów państwowych, które posiadają dokumenty, odnoszące się do funkcjonowania aparatu bezpieczeństwa PRL" - twierdzi jeden z autorów książki Sławomir Cenckiewicz.

- W związku z tym, że dokumentacja ABW i UOP dotyczyła spraw związanych z zaginięciem dokumentów wytworzonych w okresie PRL, prezes IPN mógł otrzymać te materiały - powiedział Cenckiewicz.

"Autorzy chcą dokonać zamachu na symbol"

Zdaniem Miodowicza, autorzy książki o Wałęsie, Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz, to "aktywiści, o określonej orientacji politycznej, którzy pod możnym protektoratem głowy państwa zamierzają dokonać zamachu na symbol polskiej niepodległości, celem dokonania degradacji kogoś znaczącego i liczącego się w Polsce i w świecie".

W jego ocenie, publikacja ta zostanie zauważona wśród obserwatorów polskiej sceny politycznej, którzy "zdziwią się, że w Polsce nadal odbywa się brukanie tego co polskie i dla Polaków ważne i degraduje się bohaterów narodowych do roli 'popłuczyn' agenturalnych służb specjalnych państwa komunistycznego".

Konstanty Midowicz w latach 1990-1996 pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Urzędzie Ochrony Państwa, gdzie, jako szef kontrwywiadu, uczestniczył w budowie polskich służb specjalnych.

mm, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - [link widoczny dla zalogowanych] © Agora SA




.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Pią 2:53, 20 Cze 2008    Temat postu:

Sąd: Autorzy książki piszą nieprawdę o lustracji Wałęsy

met, PAP 2008-06-19, ostatnia aktualizacja 2008-06-19 17:22:28.0

Artykuł autorów książki IPN o Lechu Wałęsie w środowej "Rzeczpospolitej" zawierał "nieuprawnione stwierdzenia i opinie" o wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który w 2000 r. uznał, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne - poinformowała w czwartek rzeczniczka sądu.Sędzia Barbara Trębska napisała, że wniosek, iż Antoni Macierewicz dysponował w 1992 r. dokumentami sfałszowanymi przez SB, sąd rozpoznający sprawę wysnuł na podstawie opinii grafologicznej z listopada 1990 r. stwierdzającej, że własnoręczne "doniesienie" z dnia 12 stycznia 1971 r. i dwa pokwitowania odbioru pieniędzy z dnia 18 lutego 1971 r. i z dnia 29 czerwca 1974 r., nie zostały sporządzone przez Wałęsę.Według Trębskiej inną podstawą takiego ustalenia były zeznania świadka A.Ż., który w kwietniu 1982 r., sporządzając analizę materiałów z rozpracowania Lecha Wałęsy, dysponował oryginałami tych dokumentów i sporządzoną w 1982 r. przez Centralne Laboratorium Kryminalistyki KG MO opinią grafologiczną, która nie potwierdziła ich autentyczności.Sędzia dodała, że trzecią podstawą był dokument SB dotyczący "przedłużenia" działalności TW ps. Bolek o minimum 10 lat, który zawierał zapis: "ostatnie doniesienie +Bolka+ pochodziło z 1970 r.".Wałęsa miał być oskarżony, albo skompromitowany "Rzekomo absurdalny pogląd sądu jakoby komunistyczny sąd miał skazać Lecha Wałęsę za współpracę z SB jest wymysłem autorów artykułu" - oświadczyła Trębska. Dodała, że w rzeczywistości sąd ustalił, że począwszy od lipca 1978 r. do kwietnia 1982 r. w sprawie rozpracowania Lecha Wałęsy o kryptonimie Bolek wytworzono 14 tomów akt, które miały być wykorzystane w planowanym przeciwko niemu procesie karnym, bądź posłużyć do skompromitowania go.Zarazem Trębska dodała, że zastępca Rzecznika Interesu Publicznego wniósł o umorzenie postępowania przed sądem wobec braku dostatecznych dowodów pozwalających na ocenę prawdziwości złożonego przez Lecha Wałęsę oświadczenia lustracyjnego, a nie z przyczyn wskazanych przez autorów artykułu, a wydanego orzeczenia nie zaskarżył, godząc się z jego treścią.Autorzy: sąd źle ocenił dowody Historycy IPN Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w swej książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", która ma się ukazać w poniedziałek, twierdzą że Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek", akta świadczące o tym zabrał on w latach 90., a w 2000 r. Sąd Lustracyjny wadliwie ocenił dowody nt. Wałęsy.Opisując wyrok Sądu Lustracyjnego z 2000 r. wobec Wałęsy, autorzy książki oceniają, że sąd oparł się głównie na notatce oficera SB, że w działaniach specjalnych SB przeciw Wałęsie chodziło o "+przedłużenie działalności+ TW ps. Bolek, tj. Lecha Wałęsy, o minimum 10 lat". Według autorów, cudzysłów oznaczał, że "przedłużenie" to miało charakter nienaturalny, bo sprawa TW "Bolek" zakończyła się w 1976 r., ale sąd uznał, że cudzysłów to dowód, iż Wałęsa nigdy nie współpracował z SB. Zdaniem autorów, nie wiadomo, na jakiej podstawie sąd wysnuł wnioski, że autentyczna teczka "Bolka" nigdy nie istniała, a Macierewicz w 1992 r. dysponował aktami sfałszowanymi przez SB."Sąd pod presją" Pisząc o tym, że zastępca RIP Krzysztof Kauba wnosił o umorzenie sprawy, autorzy książki stwierdzili: "Należy przypuszczać, że jakąś rolę w sprawie odegrał brak wiary w możliwość uzyskania orzeczenia stwierdzającego, że L. Wałęsa kłamał w oświadczeniu". Pisząc zaś, że RIP nie złożył apelacji od wyroku, autorzy napisali: "Apelacja od orzeczenia mogła wykluczyć go (Wałęsę - PAP) z kandydowania (na prezydenta RP - PAP), nie tyle z powodów merytorycznych, ile ze względów formalnych. A tego chyba nikt nie chciał, a na pewno nie Rzecznik Interesu Publicznego""."Warto również pamiętać, że sędziowie Sądu Lustracyjnego działali pod ogromną presją gwałtownej kampanii propagandowej, świadomi znaczenia, jakie wyrok w sprawie Wałęsy może mieć nie tylko dla historii Polski, lecz także dla jej współczesności" - napisali autorzy. Według nich, "trudno jednoznacznie stwierdzić, co w sprawie lustracji L. Wałęsy odegrało rolę decydującą: problematyczność w interpretacji niekompletnego materiału dowodowego, niesprzyjające okoliczności procesu, niekompetencja czy zła wola".met, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - [link widoczny dla zalogowanych] © Agora SA


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Lustracja - eSBecki gang Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin