Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna o przestępcach w policyjnych mundurach
Policyjny Serwis Informacyjny
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Z wiosną UWAGA na pijany CBŚ !

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Policja V RP
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paweł




Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 1145
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 0:59, 26 Mar 2006    Temat postu: Z wiosną UWAGA na pijany CBŚ !

C B Ś pędzi na super tajną akcję:




Na zdjęciu :
Doświadczony funkcjonariusz CBŚ
pan Waldek
w ramach tajnej operacji
toczy heroiczny bój
z tą przeklętą grawitacją .







>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>


Pijana oferma z CBŚ-u

pobita przez straż miejską ?

Kraków: sąd wyjaśnia, czy strażnicy

zbili byłego policjanta CBŚ


Dwaj strażnicy miejscy odpowiadają przed krakowskim sądem za fałszowanie dokumentów, przekroczenie uprawnień i stosowanie nieuzasadnionej przemocy podczas zatrzymania mieszkańca Nowej Huty. W piątek sąd przeprowadził tam eksperyment procesowy, by skonfrontować odmienne wersje oskarżonych i pokrzywdzonego.
- W tym miejscu byłem bity, poniewierany, wleczony, skuty kajdankami bez powodu - pokazywał Bogdan M., emerytowany funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Oskarżeni zaprzeczali i wskazali inne miejsce zajścia, oddalone o 40 metrów. Postronni świadkowie potwierdzili jednak wersję pobitego.

Pechowa interwencja

Wydarzenia będące przedmiotem analizy sądu rozegrały się wieczorem 11 października 2011 r.
∨ Czytaj dalej

Bogdan M., emerytowany policjant CBŚ, wykręcił numer telefonu, by zgłosić interwencję w sprawie trzech chłopaków, którzy w wulgarny sposób mieli zaczepiać przechodniów na alejce między osiedlami Handlowym i Centrum D.

Przyjechał patrol straży miejskiej. 31-letni Piotr G. i Mariusz Z. zwrócili uwagę młodym ludziom, pouczyli ich i kazali się rozejść. Do strażników podszedł wtedy 44-letni Bogdan M. i przyznał się, że to on zadzwonił z interwencją. W tym momencie relacje stron sporu są skrajnie odmienne. - Funkcjonariusze za- stosowali wobec mnie chwyty obezwładniające, powalili mnie na ziemię, zostałem skuty. Gdy leżałem na ziemi, byłem bity i kopany - opowiada Bogdan M.

Przekonuje, że nie był agresywny wobec strażników, nie dał im powodu do stosowania takiej przemocy. Zabrali go do izby wytrzeźwień, wyszedł z niej po kilku godzinach i zgłosił się do szpitala. Obdukcja wykazała, że miał siniaki na twarzy, ramionach, klatce piersiowej. Lekarz stwierdził też otarcia naskórka na nadgarstkach od zbyt mocno założonych kajdanek.

Eksperyment na alejce

Z ustaleń prokuratury wynika, że strażnicy przekroczyli uprawnienia, a potem jeszcze napisali nieprawdę w notatkach służbowych i protokole doprowadzenia Bogdana M. do izby wytrzeźwień. Grozi im za to do pięciu lat więzienia. Zostali zawieszeni w obowiązkach strażników. Żaden nie przyznaje się do winy.

- Mężczyzna był agresywny, to zastosowaliśmy chwyty obezwładniające. Z uwagi na stan jego nietrzeźwości przewieźliśmy go do izby - tłumaczyli się. Co innego mówią postronni świadkowie, którzy widzieli zajście.

- Słyszeliśmy krzyki bitego, odgłosy zadawanych mu uderzeń. Potem zza bloku obserwowaliśmy, co się dzieje - opowiada Tomek, jeden z chłopaków. On i koledzy jako miejsce interwencji wskazali okolice skrzyżowania alejek. Zeznali, że Bogdan M. nie był agresywny, w przeciwieństwie do strażników.

Podczas eksperymentu procesowego na os. Handlowym potwierdzili swoje zeznania. Nie reagowali na uśmiechy oskarżonych, ale zaskoczyło ich zachowanie sędzi Agnieszki Senisson. Już wcześniej dwóch z tych bezrobotnych świadków ukarała grzywną po 500 zł za nieobecność na rozprawie. Ciągle ich strofowała i uciszała. - A pan ma kolejną grzywnę 500 zł za niestawienie się na innym moim procesie - nagle rzuciła sędzia do jednego z nich.

Gazeta Krakowska

21.04.2013 r.

<<><><><>>><<<><><><<>>




Wrocław:

Kierowca z CBŚ uciekł z miejsca wypadku


Marcin Rybak

2012-04-18 08:14:25, aktualizacja: 2012-04-18 08:16:25

Kierowca z wrocławskiego CBŚ spowodował wypadek drogowy i uciekł z miejsca zdarzenia. Wszystko działo się w sierpniu ubiegłego roku w Warszawie przy Alei "Solidarności" w okolicach placu Bankowego w samym centrum stolicy. Ofiara wypadku - kierujący motorem mężczyzna - złamał rękę i był poobijany.
Do zdarzenia doszło 4 sierpnia o godz. 9.41. Wypadek wyglądał tak: jadąca aleją Solidarności skoda octavia zaczęła gwałtownie zawracać w miejscu niedozwolonym. Kierowca nie włączył kierunkowskazu i zajechał drogę motocykliście jadącemu torowiskiem tramwajowym. Tak wynika z ustaleń prokuratury Warszawa Śródmieście Północ.

Świadkowie zdarzenia relacjonowali, że ze skody wysiadło jeden lub dwóch mężczyzn obejrzeli samochód, potem wsiedli i odjechali nie oglądając się na rannego motocyklistę.


Świadkowie zapisali jeleniogórskie numery rejestracyjne skody octavii. Jak szybko ustaliła prokuratura było to służbowe auto wrocławskiego wydziału Centralnego Biura Śledczego. Sprawą zajęło się policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych. Okazało się, ze grupa oficerów CBŚ była tego dnia w Warszawie na służbowej naradzie.

Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku auto zostało zabrane do ekspertyzy. Miało ślady stłuczenia. Zdaniem prokuratury kierowcą i sprawcą zdarzenia był Jacek K. - w CBŚ zajmował się sprawami logistycznymi. W sierpniowym wyjeździe do Warszawy uczestniczył jako kierowca. Od stycznia jest policyjnym emerytem. Sprawcy wypadku grozi do 4,5 roku więzienia. Trzy lata za spowodowanie wypadku , którego ofiara doznała uszkodzeń ciała i dodatkowe półtora roku za ucieczkę z miejsca zdarzenia.

Jacek K. do winy się nie przyznaje. Z tego co mówił w śledztwie wynika, że był świadkiem wypadku. Przekonywał, że motocyklista uderzył ale w zupełnie inny samochód. Jadący przed radiowozem dolnośląskiej policji. Jacek K. po prostu odjechał z miejsca wypadku. Przyznał się do wykroczenia czyli do tego, że zawracał w miejscu niedozwolonym.

Akt oskarżenia nie skończył śledztwa. Warszawska prokuratura próbuje wyjaśnić czy o wypadku i ucieczce z miejsca zdarzenia mogli wiedzieć przełożeni policjanta Jacka K. A jeśli wiedzieli, to dlaczego nie zgłosili tego zdarzenia drogówce?

Gazeta Wrocławska


<><><><><><><><><><>

<<><><><>>><<<><><><<>>

Były wiceszef CBŚ w Kielcach skazany za korupcję

i ujawnienie tajemnicy służbowej

...

mil, PAP 2011-07-25, ostatnia aktualizacja 2011-07-25 11:24:28.0

Na karę trzech lat i dwóch miesięcy więzienia oraz karę grzywny skazał dzisiaj Sąd Rejonowy w Kielcach byłego wiceszefa kieleckiego wydziału Centralnego Biura Śledczego Ireneusza P. Mężczyzna oskarżony jest o korupcję i ujawnienie tajemnicy służbowej.
Sąd uznał oskarżonego winnym dwukrotnego przyjęcia korzyści majątkowej - w sumie 70 tys. zł - i dwukrotnego ujawnienia tajemnicy służbowej.

Wszystkie zarzuty mają związek z policyjnymi postępowaniami dotyczącymi syna rektora jednej z prywatnych kieleckich uczelni Marcina B., podejrzanego m. in. o rozbój i nielegalne posiadanie broni.

Pomagał za łapówki

Z aktu oskarżenia wynika, że w 2005 roku po zatrzymaniu Marcina B., Ireneusz P. powołując się na wpływy w komisariacie w Chmielniku, w zamian za łapówkę, podjął się przeprowadzenia działań zmierzających do jego zwolnienia. Prokuratura oskarżyła policjanta także o to, że w kwietniu 2008 roku od członków rodziny B. zażądał 80 tys. zł i przyjął 40 tys. zł łapówki w zamian za wpływanie na dwa postępowania przygotowawcze. Funkcjonariusz miał uniemożliwiać gromadzenie materiału dowodowego przeciwko Marcinowi B. który podejrzany był o nielegalne posiadanie broni oraz udział w oszustwach na szkodę zakładów ubezpieczeniowych.

Ujawnił tajemnice służbowe

Według prokuratury Ireneusz P. w kwietniu 2008 roku dwukrotnie ujawnił członkom rodziny B. tajemnice służbowe: uprzedził o planowanym przeszukaniu mieszkania w celu ewentualnego znalezienia broni należącej do Marcina B., a także poinformował o zeznaniach innego podejrzanego, który mówił o przestępstwach popełnionych przez syna rektora. Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji zatrzymało Ireneusza P. pod koniec kwietnia 2008 roku, podczas kontrolowanego wręczania łapówki. Na trop sprawy wpadli sami policjanci z CBŚ i poinformowali o tym Biuro, czyli "policję w policji".

Policjant spędził trzy miesiące w areszcie. Sąd zamienił ten środek zapobiegawczy na poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. złotych. Ireneusz P. po ujawnieniu sprawy został zawieszony w czynnościach służbowych. W trakcie procesu został zwolniony z policji.



Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA


<<><><><>>><<<><><><<>>

<<><><><>>><<<><><><<>>



Policjant CBŚ kontra detektyw i zazdrosny mąż...


mc, ab 2011-05-18, ostatnia aktualizacja 2011-05-18 19:38:05.0

Schadzka na parkingu podziemnym hipermarketu Tesco przy ul. Toruńskiej w Bydgoszczy zakończyła się bójką.
Do zdarzenia doszło dzisiaj (18.05) w południe. Funkcjonariusz Centalnego Biura Śledczego przyjechał z młodą kobietą granatowym subaru na parking podziemny Tesco.

Nie wiedzieli, że byli śledzeni przez detektywa wynajętego przez partnera kobiety. Detektyw zawiadomił o wyniku obserwacji męża śledzonej kobiety i ten przyjechał na miejsce schadzki. Zdenerwowany mężczyzna swoim autem zablokował drogę funkcjonariuszowi CBŚ.

Doszło do szarpaniny i bójki, podczas której kobieta uciekła. W samochodzie subaru powybijano szyby kijem bejsbolowym. Ktoś powiadomił policję. Śledztwo trwa.

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zakały w mundurach

Olewnikowie obawiają się,

że Grzegorz K. kontaktował się z porywaczami



Bartłomiej Dreśliński Gazeta.pl

2009-05-19, ostatnia aktualizacja 2009-05-20 13:34:55.0

Czy Grzegorz K. były szef grupy badającej sprawę porwania Krzysztofa Olewnika mógł umyślnie kierować śledztwo na fałszywy tor? - Mogło tak być - mówi Danuta Olewnik. Nie można tego wykluczyć biorąc pod uwagę nowe fakty które ujrzały światło dzienne. Kilka dni temu Grzegorz K. usłyszał zarzut sprzedawania informacji służbowych grupie przestępczej z Łomży.

Grupa operacyjno - śledcza

została powołana do życia w 2004 roku.

Na jej czele stanął mł. insp. Grzegorz K. z CBŚ.


Zadaniem zespołu było odnalezienie porywaczy Krzysztofa Olewnika. - W trakcie śledztwa K. cały czas lansował wątki samo uprowadzenia, cały czas próbował udowodnić współudział rodzinie - mówi Marcin Popowski, detektyw zajmujący się sprawą porwania Krzysztofa.

Z relacji rodziny porwanego wynika, że Grzegorz K. od samego początku szukał dowodów potwierdzających powiązania rodziny z Krzysztofem. Zbierał dokumenty, robił wywiady środowiskowe na temat każdego członka rodziny. - Chciał znaleźć dowód, że rodzina jest w to zamieszana - dodaje Danuta Olewnik.

Grzegorz K. do 1999 roku miał być naczelnikiem wydziału kryminalnego w Łomży. Po likwidacji województwa dzięki swoim znajomościom udało mu się zdobyć stanowisko w Komendzie Głównej Policji. Jak wynika z relacji jednej z osób, które znały Grzegorza K., w 2000 roku mł. insp. K. zaczął pojawiać się nieregularnie w pracy. Jego nieobecności miały być spowodowane nadużywaniem alkoholu. W śród kolegów z pracy Grzegorz K. miał pseudonim "psychotrop" - wiązało to się z jego irracjonalnym zachowaniem. W 2002 roku został przeniesiony do Komendy Stołecznej Policji. Po sprawie tzw. Magdalenki wrócił do KGP. W 2004 roku trafił do wydziału kryminalnego CBŚ, gdzie chwilę później został szefem zespołu mającego ująć porywaczy Olewnika.

W piątek 15 maja 2009 roku Grzegorz K. usłyszał zarzuty ujawniania, w zamian za korzyści majątkowe, tajemnicy służbowej. Ponadto prokuratura zarzuciła policjantowi, że w ubiegłym roku podżegał do produkcji środków odurzających. - Zarzuty nie dotyczą sprawy Krzysztofa Olewnika, którą ten policjant się zajmował - powiedział nam wczoraj Mariusz Sokołowski z KGP. Grzegorz K. miał w latach 1998 - 2008 współpracować z grupą łomżyńską na której czele stał Sławomir W. ps. "Generał". Grupa ta specjalizowała się w obrocie środkami odurzającymi, napadami i podpaleniami. W trakcie dochodzenia prokuratorzy ustalili też, że grupa działała tak długo dzięki powiązaniom korupcyjnym z policją i prokuraturą. Wielokrotnie sprawcom udawało się zbiec z miejsca zdarzenia czy też wyprzedzić ruchy policji dzięki informacjom od kreta w szeregach policji.

Osobą Grzegorza K. i grupą której był szefem interesował się wynajęty przez rodzinę Olewników detektyw Marcin Popowski. Ojciec porwanego Krzysztofa prosił detektywa o sprawdzenie kim są ludzie, którzy mają za zadanie odnalezienie porywaczy. W trakcie prowadzenia swojego śledztwa Popowski - jak twierdzi - stał się niewygodny dla K. Detektyw został zatrzymany pod zarzutem kupowania informacji od prowadzących sprawę, posiadanie narkotyków oraz dwóch granatów. Miał on też mieć związek z samym porwaniem się Olewnika.

W styczniu 2007 roku po dziewięciu miesiącach aresztu Popowski wyszedł na wolność. Ciążą jednak na nim dwa akty oskarżenia. Jeden z 2006 roku - 27 zarzutów, głównie dotyczących nakłaniania policjantów do przekroczenia obowiązków, czyli przekazywania mu informacji. Drugi akt oskarżenia z 2008 roku obejmuje 17 zarzutów - również wyciąganie informacji policyjnych, ale też między innymi posiadanie narkotyków, i wykonywanie czynności detektywa bez licencji. Bo Popowski stracił licencję po zatrzymaniu w 2006 roku. A zatrzymywał go Grzegorz K. Czy zatem można mu wierzyć?

Czy Grzegorz K. umyślnie kierował sprawę na boczny tor? Czy umyślnie lansował tezę o samo uprowadzeniu bądź o przewiezieniu Olewnika do Austrii? Czy kroki podjęte przez K. miały na celu ochronę porywaczy? Nie ma na to dowodów, ale gdy dziś dowiadujemy się o współpracy Grzegorza K. z grupą "generała" nie możemy wykluczyć, że miał on też kontakt z porywaczami Olewnika.

Serwis policyjni.pl poleca: Zakały w mundurach


Bartłomiej Dreśliński Gazeta.pl

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>


CBŚ chciało pozbyć się

niewygodnego policjanta?

Szefowie Eko-Energii

zostali zatrzymani przez CBŚ,

ale do dziś nie stanęli przed sądem


Łukasz Cieśla

2009-12-18

Poznański policjant Robert F., który zebrał informację o rzekomej współpracy CBŚ z mafią, krótko potem trafił do aresztu pod zarzutem korupcji. Pogrążyły go oskarżenia przestępcy Zbigniewa S. Ten z kolei swoje zeznania złożył podczas wizyty w CBŚ. Po przesłuchaniu w biurze został wypuszczony do domu, mimo że w tamtym okresie był poszukiwany przez policję. Niewykluczone, że pogrążając policjanta niewygodnego dla CBŚ, zyskał wolność.
Prokuratura wyjaśnia dziś sprawy, które przed laty odkrył Robert F. Ale marne to dla niego pocieszenie, bo jego kariera została złamana. Na 10 miesięcy trafił do aresztu i przez trzy lata, aż do prawomocnego uniewinnienia, był zawieszony w czynnościach służbowych. Teraz stara się o ponad 200 tysięcy odszkodowania za niesłuszny areszt i straty moralne.

Historia Roberta F. sięga roku 2004. Zanim został aresztowany pod zarzutami, które okazały się fałszywe, pracował w wydziale wywiadu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Cieszył się bardzo dobrą opinią, bo pozyskiwał cenne dla policji informacje operacyjne. Od swoich informatorów dowiedział się o rzekomych przestępczych powiązaniach między CBŚ a firmą Eko-Energia. To poznańska spółka, której szefowie są podejrzewani o zarabianie kroci na oszustwach paliwowych. W zamian za bezkarność, mieli dawać łapówki policjantom z Poznania. Tak przynajmniej wynikało z ustaleń Roberta F. Jego notatka miała jednak później zaginąć.

Według innych informacji tego policjanta, CBŚ miało także celowo nieudolnie prowadzić postępowanie w sprawie mafii spirytusowej działającej w okolicach Koła, Turku i Wągrowca. Przestępcy kupowali w Polmosach zanieczyszczony alkohol, oczyszczali go i nielegalnie sprzedawali do sklepów i barów. Na jednym litrze zarabiali około 10 złotych. Straty Skarbu Państwa wyniosły ok. 60 mln złotych. Członkowie grupy wpadli w ręce CBŚ w 2002 roku. Trafili do aresztu, ale szybko z niego wyszli. To rzekomo wtedy mieli zacząć się opłacać funkcjonariuszom CBŚ, aby ci przeciągali sprawę. Robert F. oraz inni policjanci KWP w Poznaniu dokonali potem nalotu na nielegalną rozlewnię alkoholu we wsi Budki Stare we wschodniej Wielkopolsce. Ponoć bardzo nie spodobało się to CBŚ.

Z ramienia CBŚ sprawą spirytusową zajmował się funkcjonariusz Tomasz G. Nie ma dowodów, by przyjmował łapówki od mafii. Ale Tomasz G. miał inne kłopoty, które zmusiły go do zdjęcia munduru. Prokuratura postawiła mu bowiem zarzuty. Dotyczyły żądania od jednego z poznańskich biznesmenów zapłaty 180 tysięcy złotych. W zamian za to miał odstąpić od przeszukania w jego firmie. Biznesmen Marek P. nie uległ szantażowi i o wszystkim powiedział ABW. Tomasz G. został potem skazany na więzienie.

Robert F., o rzekomych powiązaniach mafii spirytusowej z pracownikami biura, informował swoich przełożonych. Sprawa przekrętów na alkoholu, która początkowo była umorzona, nabrała rozpędu i została zakończona aktem oskarżenia.

Pod latarnią najciemniej


Kolejne ustalenia tego policjanta dotyczyły rzekomego ochraniania przez ludzi z CBŚ agencji towarzyskiej "Kinga". Działała w Poznaniu przy ulicy Kochanowskiego, czyli po sąsiedzku z budynkami policji. Z usług agencji mieli korzystać funkcjonariusze CBŚ. To ponoć dlatego agencja działała w najlepsze przez wiele miesięcy, zanim została rozbita przez policję. W sprawie agencji poznańska Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia. Nie objęła nim jednak żadnego funkcjonariusza CBŚ, lecz dwóch niższych rangą policjantów. W agencji, po godzinach, pracowali jako ochroniarze. Dotarliśmy do policjantki, która wyjaśniała sprawę agencji. Nie chciała odpowiedzieć na pytanie, czy z usług prostytutek korzystali pracownicy CBŚ.

Przestępca świadkiem

Robert F. o swoich ustaleniach na temat agencji poinformował Biuro Spraw Wewnętrznych w Warszawie. Do wizyty w stolicy doszło wiosną 2004 roku. Kilka miesięcy później, w grudniu, Robert F. usłyszał zarzut przyjmowania łapówek. Zatrzymali go funkcjonariusze CBŚ, a człowiekiem, który pogrążył policjanta, był przestępca, którego miesiąc wcześniej przesłuchiwało CBŚ. Chodzi o Zbigniewa S. Na życie zarabiał dzięki wystawianiu fikcyjnych faktur i oszustwom.

Prokurator, znający szczegóły śledztwa przeciwko policjantowi, twierdzi, że CBŚ wykorzystało Zbigniewa S. do zemsty na Robercie F. - Dla mnie sprawa Roberta F. od początku była dmuchana - mówi prokurator z poznańskiej Prokuratury Okręgowej. - Mieliśmy podejrzenie, że Zbigniew S. stał się narzędziem w rękach CBŚ, które chciało zemścić się na policjancie. Bo on bardzo dużo wiedział o rzekomych aferach z udziałem pracowników biura - dodaje.

Mimo tych podejrzeń i kiepskich dowodów, poznańska prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o aresztowanie policjanta. Co zastanawiające, sąd przychylił się do niego.

Naczelnikiem CBŚ w tamtym okresie był Jerzy Jakubowski. Początkowo powiedział nam, że o Robercie F. nie będzie rozmawiał. Po chwili zgodził się jednak na spotkanie, podczas którego odpowiedział na nasze pytania. Stwierdził, że ustalenia Roberta F. na temat CBŚ były nieprawdziwe. Jakubowski zapewniał też, że biuro nie rozpracowywało Roberta F. ani nie szukało okazji do zemsty za jego działania.

Przekonywał, że wszelkie ruchy wobec Roberta F. inicjowała poznańska Prokuratura Okręgowa. I tam właśnie, w grudniu 2004 roku, po raz pierwszy swoje zeznania miał złożyć Zbigniew S. Według wersji Jakubowskiego, CBŚ zatrzymało policjanta, bo tak poleciła prokuratura.

Z naszych informacji wyłania się jednak inny scenariusz dotyczący zatrzymania Roberta F. Co prawda Zbigniew S. został przesłuchany w prokuraturze kilkadziesiąt godzin przed zatrzymaniem policjanta, ale zanim do tego doszło, gościł w CBŚ.

Policja szuka, CBŚ wypuszcza?

Dotarliśmy do dokumentu, z którego wynika, że 28 października 2004 roku Zbigniew S. został zatrzymany przez CBŚ w mieszkaniu swojej kochanki. I mimo że w tamtym czasie był już poszukiwany przez policję i podał podczas zatrzymania fałszywe nazwisko, to szybko został zwolniony przez CBŚ do domu. Nasz informator z policji dodaje, że S. nie usłyszał wtedy żadnych zarzutów. Stało się to dopiero po ponad miesiącu.

Z dokumentu, do którego dotarliśmy, jednoznacznie wynika też, że S. podczas wizyty w CBŚ powiedział jednemu z funkcjonariuszy, iż Robert F. przyjmował łapówki. Notatka zawierająca rewelacje Zbigniewa S. trafiła do Jerzego Jakubowskiego. Czy to oznacza, że już wtedy, czyli ponad miesiąc przed zatrzymaniem policjanta, CBŚ kręciło na niego bicz przy pomocy Zbigniewa S.? Jerzy Jakubowski zaprzeczył, by CBŚ inspirowało Zbigniewa S. do złożenia zeznań pogrążających policjanta.

Były naczelnik potwierdził za to nasze informacje, że w grudniu 2004 r. interweniował u ówczesnego prokuratora apelacyjnego Mieczysława Tabora. Bo, jak powiedział, chciał wyjaśnić zachowanie prokuratora Rocha Waszaka z poznańskiej Prokuratury Okręgowej, który prowadził czynności w sprawie Roberta F. Według słów Jakubowskiego, Waszak "nienawidził CBŚ". I ponoć bardziej był zainteresowany zbieraniem informacji o działaniach CBŚ niż sprawą zarzutów wobec F. Ze słów naczelnika wynika też, że Robert F. zaczął źle mówić o CBŚ, bo liczył na łagodne potraktowanie przez prokuratora.

Czy tak było w rzeczywistości? Trudno przyjąć, że Robert F. wymyślał w prokuraturze historie na temat CBŚ. Informacje, o rzekomych przestępstwach funkcjonariuszy biura przekazywał bowiem przełożonym kilka miesięcy przed zatrzymaniem.

Roch Waszak nie chciał komentować zarzutów Jakubowskiego. Wiadomo że prokurator nie dokończył sprawy Roberta F. Bardzo szybko mu ją zabrano. Po interwencji Jakubowskiego w poznańskiej apelacji, aby uniknąć jakichkolwiek zarzutów o stronniczość, akta na przełomie roku 2004 i 2005 przekazano do powstałej właśnie Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie. Ona nie miała wątpliwości co do winy Roberta F. i skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia. Oparła go na zeznaniach Zbigniewa S. i jego kochanki.

Co ciekawe, Zbigniew S. zawiadomił prokuraturę o dwóch zupełnie innych sprawach korupcyjnych. Ale w tych sprawach śledczy ze Szczecina nie dali mu wiary. Poznański sąd, do którego trafił akt oskarżenia przeciwko Robertowi F., w 2007 roku prawomocnie uniewinnił policjanta.

Wątkami wykrytymi przed kilkoma laty przez Roberta F. zainteresowała się Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. W zeszłym roku akta przekazano jednak do Katowic. Powodem był fakt, iż w śledztwie podejrzanym stał się wysoki rangą policjant z Łodzi.

- Rzeczywiście, badaliśmy wątki dotyczące poznańskiego CBŚ. Nie mogę jednak za wiele powiedzieć o sprawie, bo już jej nie prowadzimy. Przekazaliśmy ją do Katowic - tłumaczy Jarosław Szubert, rzecznik łódzkiej apelacji.

Śledczy ze Śląska są jeszcze mniej rozmowni. Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, początkowo twierdził, że śledztwo dotyczy tylko policjanta z Łodzi. Gdy powiedzieliśmy, że wiemy, jakie wątki przekazano z tamtejszej prokuratury, przyznał, że część materiałów jest tajna i nie może mówić, czego dotyczą.

Jerzy Jakubowski w poniedziałek udzielił nam obszernego wywiadu. Odniósł się do wszystkich poruszonych przez nas wątków. Gdy w środę poprosiliśmy go o autoryzację wypowiedzi, szybko przerwał rozmowę. Poczuł się urażony stwierdzeniem, że prokuratura w Katowicach prowadzi postępowanie w sprawie CBŚ. Jakubowski powiedział, że nie ma takiego śledztwa, a on sam był przesłuchiwany w Łodzi jako świadek, ale trzy lata temu. Zrezygnował z autoryzacji. Stwierdził, że nie chce uatrakcyjniać swoim nazwiskiem "tezy" autora artykułu i rozłączył się.

Dziwne umorzenie Eko-Energii

Afera Eko-Energii do tej pory nie doczekała się finału w sądzie.
Głośne śledztwo prowadziła Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim. Podejrzanym zabezpieczono w przeszłości między innymi jacht, samolot i rachunki bankowe. Po widowiskowych zatrzymaniach szefów Eko-Energii, do których doszło kilka lat temu, śledztwo kilka miesięcy temu nieoczekiwanie umorzono. Sprawie przyjrzał się Prokurator Generalny. Uznał, iż umorzenie było przedwczesne. Postępowaniem śledczych z Ostrowa Wlkp. zajmuje się teraz rzecznik dyscyplinarny. Akta sprawy, w celu jej dalszego prowadzenia, przekazano zaś do Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. W sprawie występuje 18 podejrzanych, którym zarzuca się między innymi pomocnictwo w oszukańczej sprzedaży oleju opałowego jako napędowego. Straty miały wynieść kilkanaście milionów złotych. Prokuratura prowadzi czynności wspólnie z CBŚ.

Były policjant pomagał mafii?

W jutrzejszej "Polsce Głosie Wielkopolskim" napiszemy o byłym policjancie, który miał chronić przestępców paliwowych. Przed poznańskim sądem toczy się właśnie proces Przemysława A. Prokuratura z Łodzi zarzuciła mu, że powoływał się na wpływy w CBŚ i informował podejrzanych o terminach zatrzymań przez biuro. W zamian za te informacje, miał brać łapówki.

Były policjant nie przyznaje się do winy.

Głos Wielkopolski

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>


Policja wydała zabójcy pozwolenie na broń


RMF FM, KKz /10:46

Dwóch wysokich rangą policjantów z Krakowa

stanie przed sądem.

Ma to związek ze strzelaniną sprzed trzech lat,

w której zginęły trzy osoby - informuje RMF FM.


W sierpniu 2006 r. w jednym z barów Adam B. ( Goebbels )
zastrzelił dwie osoby, a później popełnił samobójstwo. Okazało się, że legalnie posiadał broń, choć policjanci wiedzieli o jego powiązaniach ze światem przestępczym.

Gdy ta sprawa wyszła na jaw, z funkcji komendanta wojewódzkiego zdymisjonowano Adama Rapackiego. W sądzie jest już akt oskarżenia. Przed sądem stanie Leszek S., naczelnik wydziału postępowań administracyjnych za nieumyślne niedopełnienie obowiązków przy wydawaniu pozwolenia na broń, oraz Jacek P., naczelnik wydziału Centralnego Biura Śledczego w Krakowie. Drugi z oskarżonych nie dopełnił swoich obowiązków, bo wiedział, że późniejszy zabójca jest niebezpieczny i może użyć broni do przestępstwa. Co więcej, skierował wniosek o przyśpieszenie wydania mu zezwolenia.

Zdaniem prokuratury obaj funkcjonariusze popełnili rażące błędy. Obu oskarżonym grozi do 3 lat więzienia. Jak informuje RMF FM, Leszek S. wciąż pracuje w policji, naczelnik CBŚ odszedł już ze służby.

Prezes Niezależnego Obywatelskiego Centrum
Badania i Monitoringu
Stopnia Zdeprawowania Demoralizacji
i Patologii w Policji
przypomina , że to Don Adamo
podpisał pozwolenie na broń dla bandyty




Don Adamo

<><><><><><><><><><><><>
<><><><><><><><><><><><>


Agent CBS brał udział w napadach



Jeden z członków słynnej bandy "kantorowców"

okazał się tajnym współpracownikiem policji

Tajny współpracownik policyjnego Centralnego Biura Śledczego

brał udział w najpoważniejszej zbrodni ostatnich lat:

serii pięciu morderstw właścicieli kantorów

- dowiedział się "Dziennik".

Krakowscy prokuratorzy badają,

czy swoją współpracę wykorzystywał jako parasol ochronny

dla zbrodniczej działalności.



Seria napadów wydarzyła się między końcem 2005 r. a wiosną 2007 r. Właściciele kantorów byli przerażeni sposobem działania sprawców -napastnicy od razu z zimną krwią z broni automatycznej strzelali do swoich ofiar. - Byli wyjątkowo bezwzględni. Plan mieli prosty: najpierw zabić, a potem sprawdzić, czy ofiara ma przy sobie pieniądze. Od początku zakładali, że jeśli w pobliżu pojawią się świadkowie, to także będą musieli zginąć - tak scharakteryzował trójkę bandytów naczelnik krakowskiego wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej Marek Wełna, gdy w połowie czerwca wysyłał do sądu akt oskarżenia.Odnalezienie sprawców zajęło wiele miesięcy - w tym czasie dochodziło do kolejnych napadów. Przełom nastąpił, kiedy małopolscy policjanci połączyli ze sobą wcześniej sze wydarzenia w Tarnowie, Piotrkowie Trybunalskim i Kraśniku z napadem w Myślenicach.- Stanęliśmy przed mapą z zaznaczonymi miejscami napadów. Uznaliśmy, że muszą stać za nimi ci sami ludzie. Zabili pięć osób, by zrabować 230 tysięcy - wyjaśnia jeden z policjantów, którzy zajmowali się tą sprawą.W końcu policja wytypowała trzech mieszkańców woj. świętokrzyskiego: Tadeusza G., Jacka P. oraz Wojciecha W -Nie mieliśmy jeszcze wtedy stuprocentowych dowodów winy, a wiedzieliśmy, że szykują kolejny skok - opowiada policjant. Po zatrzymaniu wyszłona jaw, że jeden z podejrzanych był zaufaną osobą policji. Od kilku lat współpracował z Centralnym Biurem Śledczym jako tajny współpracownik. Prowadzący go oficer ma ważną funkcję w "polskim FBI", gdyż kieruje jednym z wydziałów. Prokuratorzy z Krakowa skrupulatnie analizują teraz, jakie dokładnie informacje przez lata przekazywał bandyta policjantowi. Według naszych informacji było ich zaledwie kilka.- Bandyta mógł wykorzystać współpracę do rozciągnięcia parasola ochronnego nad swoją działalnością. Weryfikujemy również, jakie były jego relacje z oficerem, który namówił go do współpracy - ujawnia nam oskarżyciel z Prokuratury Krajowej.

Bycie informatorem policji

może w praktyce ułatwić przestępczą działalność.


Dane tajnego współpracownika trafiają bowiem do specjalnej komputerowej bazy danych. W przypadku zainteresowania nim innego policjanta lub innych służb informacja o tym trafia natychmiast do oficeraprowadzącego. Według naszego rozmówcy z Ministerstwa Sprawiedliwości jest pewne, że to, iż bandyta był współpracownikiem, z pewnością opóźniło zatrzymanie morderców.- Nie mogę się w żaden sposób odnieść bezpośrednio do tej sprawy, bo trwa śledztwo i wszelkie informacje lub komentarze mogłyby naruszyć jego tajemnicę. Niemniej obowiązująca, żelazna zasada jest taka, że nie ma żadnej taryfy ulgowej dla naszych informatorów, jeśli popełniają przestępstwo, poniosą odpowiedzialność - powiedział "Dziennikowi" Krzysztof Hąjdas z Komendy Głównej Policji. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że kierownictwo policji i resortu spraw wewnętrznych jest bardzo zainteresowane tą sprawą. Podobną wpadkę Centralne Biuro Śledcze przynajmniej raz już zaliczyło.

Trzy lata temu tajny współpracownik policji

dzięki wstawiennictwu CBS dostał pozwolenie na broń.

Następnie zastrzelił z niej swoją byłą dziewczynę

i jej partnera.


25 sierpnia 2008

"Dziennik".

<><><><><><><><><><><><>

CBŚ-e w akcji

Policjanci ranili 3-letnie dziecko?


Piątek, 12 stycznia 2007

W środowy wieczór pod hipermarketem w Poczesnej k. Częstochowy doszło do strzelaniny, w której - według "Gazety Wyborczej" - policjanci ranili 3-letnie dziecko. Fotoreporter, który zrobił zdjęcia podczas akcji został zatrzymany.

Policja nie chce komentować środowych wydarzeń /RMF
Jak informuje "Gazeta Wyborcza", całe zdarzenie wyglądało jak scena z filmu akcji. Przed zamknięciem sklepu na parkingu pojawiły się nieoznakowane radiowozy i rozpoczęła się strzelanina. Z relacji świadków wynika, że wszystko trwało kilkanaście sekund.
Świadkiem strzelaniny był także fotoreporter "Gazety", który całe zdarzenie sfotografował. Zdjęcia nie trafiły jednak do redakcji, ponieważ policja zatrzymała fotoreportera i zarekwirowała karty pamięci z aparatu.

Jak dowiedziała się "Gazeta Wyborcza", podczas akcji w ręce CBŚ wpadł handlarz narkotykami. "Znaleziono przy nim sporą ilość amfetaminy. Kiedy bandyta próbował uciekać, policjanci wstrzelili mu do auta granat hukowy. Ładunek poranił trzyletnie dziecko handlarza. Czy policja wiedziała, że w samochodzie jest mała dziewczynka - nie wiemy" - czytamy w dzienniku.
- Dziecko przyjechało do nas pod eskortą policji. Miało poranioną twarz i powierzchowne oparzenia. Po opatrzeniu pojechało z matką do domu, musi się stawiać na zmianę opatrunków - mówiła "GW" Magdalena Sikora, rzeczniczka szpitala na Parkitce.
Tymczasem policja milczy. - Obecnie trwają przesłuchania osób zatrzymanych. Dla dobra śledztwa nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć. Co do zatrzymanego przez nas aparatu fotograficznego jednego z dziennikarzy "Gazety Wyborczej", to po dokonaniu odpowiedniej analizy i sprawdzeniu czy na zdjęciach zostały utrwalone twarze osób z CBŚ, oddamy urządzenie w trybie niezwłocznym - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury.
źródło informacji: INTERIA.PL

<><><><><><><><><><><><>

Prasa donosiła , że krakowskie CBŚ-e ,

,,siedziały w kieszeni’’ bandyty ,,Goebbelsa’’

biorąc od niego tak zwane ,, pożyczki’’.

Prokuratura miała przyjrzeć się tej sprawie .

Czekamy na informacje o rezultatach śledztwa .


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Na zdjęciu :
Doświadczony funkcjonariusz CBŚ
pan Waldek
w ramach tajnej operacji
toczy heroiczny bój
z tą przeklętą grawitacją .







C B Ś pędzi na akcję :



b]<><><><><><><><><><><><>[/b]


Samotna czarna owca


Świętokrzystkie Kiedy łapówkę bierze funkcjonariusz z drogówki, to szara codzienność. Ale kiedy lewe pieniądze wpadają do kieszeni policyjnego dowódcy -zastępcy szefa świętokrzyskiego wydziału CBŚ - można zaryzykować twierdzenie, że policja psuje się od głowy.


Sukces ma wielu ojców, klęska jest sierotą. Kiedy Ireneusz P., oficer CBŚ z Kielc, łapał przestępców, chwalono się nim, nagradzano i awansowano. Ale kiedy wpadł biorąc łapówkę, przestał dla policji istnieć. Jego przełożeni - ci, którzy go awansowali, doceniali i powierzali mu najpoważniejsze sprawy - udają dzisiaj, że Ireneusz P. to czarna owca, która przypadkowo ubrała policyjny mundur. Jego karierę zawodową i historię służby utajniono. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Komendy Głównej, Ireneusz P. nie pełnił funkcji publicznej, dlatego nie można informować o jego danych. Wszystko, co dotyczy tego policjanta, objęte jest klauzulą tajne przez poufne. Poza kilkoma krótkimi informacjami w kieleckich mediach sprawę Ireneusza P. otacza cisza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że próbuje się go wymazać z policyjnej pamięci, a całą sprawę ukryć. Być może dlatego dokonano też kilku drobnych roszad personalnych: szefa kieleckiego wydziału CBŚ przeniesiono na inne stanowisko, a jednego z wicedyrektorów centrali CBŚ (pochodzącego z Kielc) wyekspediowano z Warszawy w teren. I tak naprawdę wciąż nie wiadomo, kto odpowiada za zawodowe awanse policyjnego łapownika.

Za dużo luzu

Ireneusz P. najpierw był piłkarzem (Błękitni Kielce), potem policjantem. Z futbolem zresztą nie zerwał, aż do dnia aresztowania trenował IV-ligowych piłkarzy (GKS Nowiny i Nida Pińczów). Dzisiaj ma 38 lat. Kiedy w 2000 r., z opinią młodego, energicznego i pomysłowego, przeszedł z dochodzeniówki do stworzonego właśnie CBŚ, kariera stała przed nim otworem. Po kilku latach awansował na zastępcę szefa kieleckiego CBŚ. Podobno życzyli sobie tego bardzo ważni obywatele Kielc - biznesmeni i samorządowcy związani ze środowiskiem piłkarskim.
Jego żona Agnieszka była w tym czasie nauczycielkąję zyka angielskiego w jednym z kieleckich liceów. To przez nią poznał państwa Kowalskich (nazwisko na prośbę zainteresowanych zmienione). Barbara Kowalska w tym samym liceum uczyła języka polskiego, a jej mąż Andrzej zakładał jedną ze znanych kieleckich wyższych uczelni, został jej rektorem. Dzisiaj na uczelni studiuje ok. 4tys. osób. Rektor i jego rodzina uważani są w Kielcach za bogaczy.
Państwo Kowalscy mają dwóch synów. Starszy, Przemek (30 l.), jak to się mówi, wyszedł na ludzi. Skończył studia, pracuje w biznesie. Młodszy, Marcin (28 l.), od dziecka sprawiał kłopoty. Zarówno Barbara, jak i obaj jej synowie chorują na porfirię (rzadka choroba genetyczna atakująca układ nerwowy, a po spożyciu alkoholu wywołująca zaburzenia psychiczne). To istotny szczegół, Marcinowi bowiem zdarzało się wypić. Wtedy wpadał w kłopoty. -Może jest w tym moja wina- mówi Barbara. - Wychowywałam go inaczej niż Przemka, dawałam mu więcej wolności. Marcin źle z tej wolności korzystał. Obracał się w nieciekawym towarzystwie. Wśród jego znajomych byli osobnicy z kieleckiego półświatka. Można powiedzieć, że z racji swojego stylu życia stał się obiektem zainteresowania policjantów, w tym samego Ireneusza P.

Wolność za 50 tys.

W lipcu 2005 r. Marcin wraz ze swoją żoną pojechał na imprezę do podkieleckiego Chmielnika. Pił alkohol. Ok. 6 rano wybiegł z knajpy, w której bawiło się jego towarzystwo, i zaczął dobijać się do miejscowego komisariatu policji. Ale tam nikogo nie było. Marcin wybił szybę wjednym z okien, krzyczał, że jego żona jest w niebezpieczeństwie. W pobliżu jechała rowerem młoda kobieta. Marcin zepchnął ją z pojazdu, sam wsiadł na rower i ruszył. Po kilkuset metrach zatrzymał go policyjny radiowóz. Trafił na kilkadziesiąt godzin do izby zatrzymań (zarzucono mu rozbój i jazdę na kradzionym rowerze wstanie nietrzeźwym).
- Przez Agnieszkę skontaktowałam się z Ireneuszem P. Poprosiłam go, aby wybadał, co się wydarzyło w tym Chmielniku -mówi Barbara Kowalska. Policjant spełnił jej prośbę. Niebawem poinformował, że kłopoty Marcina są poważne, ale sprawę da się załatwić. -Powiedział, że trzeba będzie zapłacić. Wziął 10 tys. na adwokata i drugie 10 na, jak mówił, policjantów, aby nie rościli pretensji. Potem wziąłkolejne 10 tys. - opowiada Barbara Kowalska. Dzisiaj IreneuszP. nie przyznaje się, że brał wtedy od niej pieniądze. Także wskazany wówczas przez niego adwokat Sławomir Gierada zaprzecza, jakoby miał od matki Marcina dostać ok. 20 tys. zł - obliczyła, że tyle mu przekazała. -Ma pokwitowanie?Nie ma. Wziąłem 5 tys. na koszty postępowania przygotowawczego i potem jeszcze 3 tys. na koszty procesowe -mówimec. Gierada.

Pomoc za 80 tys.

Kolejny raz Ireneusz P. skontaktował się z Barbarą Kowalską dokładnie 2 kwietnia 2008 r. Tym razem to on przyszedł z informacją, że Marcin ma nowe kłopoty. Jeden ze skruszonych przestępców zeznał, że kilka lat temu widział u Marcina pistolet maszynowy AK 47 (popularny kałasznikow). P. ostrzegł, że niebawem w dwóch domach należących do rodziny Kowalskich dojdzie do przeszukań. Obiecał, że w porę poda dokładny termin rewizji i że postara się tak wpłynąć na bieg sprawy, aby Marcina nie aresztowano. - Mówił, że nawet jak sprawa pójdzie do sądu, to Marcin dostanie mały wyrok w zawieszeniu. Tak się stanie, jeżeli dam mu 80 tys. z ł - opowiada Barbara Kowalska. -Iznów, tak jakprzy historii z Chmielnika, sugerował, że te pieniądze nie są dla niego, ale musi nimi obdzielić inne osoby. Te inne osoby to adwokat (ten sam mecenas Gierada), a także policjanci z CBŚ, zajmujący się sprawą broni, i prokurator prowadzący postępowanie.
Barbara Kowalska poprosiła o czas do namysłu. Skonsultowała się ze starszym synem Przemkiem. Razem uzgodnili, że płacić nie będą. Przemek postanowił zawiadomić policję. - Kieleccy funkcjonariusze z przyczyn oczywistych nie wchodzili w grę - mówi. - Przypomniałem sobie, że jeden z moich znajomych ze studiów pracuje w CBŚ w Warszawie.
Zatelefonował do kolegi, opowiedział mu o sprawie. Ten skontaktował go z funkcjonariuszami Biura Spraw Wewnętrznych (tzw. policja w policji). Umówił się z nimi w Suchedniowie pod Kielcami. Tam uzgodnili taktykę. Od tej pory Przemek nagrywał wszystkie rozmowy swoje i mamy z Ireneuszem P., a BSWzałożyło na telefonach kieleckiego gliniarza podsłuchy.
Dalej wydarzenia potoczyły się szybko. W przeddzień przeszukania Ireneusz P. zawiadomił Barbarę Kowalską. Powiedział jej, o której dokładnie przyjedzie ekipa, do którego domu najpierwi jak się będą zachowywać, czego szukać. Wyglądało na to, że jest z policjantami mającymi dokonywać przeszukiwań w zmowie, tym bardziej że nakreślony przez niego scenariusz został co do joty zrealizowany. Podczas rewizji żadnej broni nie znaleziono.

Wyjście za 40 tys.

Przekazanie pieniędzy miało nastąpić 29 kwietnia. Przemek uzgodnił z wiceszefem kieleckiego CBŚ, że najpierw wpłaci połowę - 40 tys. zł. Druga rata będzie zapłacona później. Potrzebną sumę dostał z BSW, pieniądze najprawdopodobniej były odpowiednio przygotowane, być może posypane specjalnym proszkiem, a ich numery seryjne spisane.
Do spotkania doszło w centrum Kielc. Przemek zostawił tam swój samochód, wsiadł do auta Ireneusza P. Pojechali do apartamentowca, w którym policjant kupił niedawno mieszkanie. Zjechali do podziemnego garażu. Ireneusz P. wziął paczkę z forsą, wysiadł z wozu i po chwili wrócił. Potem okazało się, że pieniądze ukrył w piwnicy. Odwiózł Przemka do miasta. Kiedy wracał do domu, zatrzymała go ekipa z BSW. Trochę nerwowo poszukiwano trefnej kasy, była obawa, że Ireneusz P. nie będzie chciał współpracować. Ale ten od razu zrozumiał, że ściemnianie nic nie da. Przyznał się, zaprowadził funkcjonariuszy BSW do piwnicy.
Postawiono mu trzy zarzuty: przyjęcie korzyści majątkowej w wys. 20 tys. zł (sprawa Chmielnika), ujawnienie tajemnicy służbowej (informacja o rewizji) i przyjęcie korzyści w wysokości 40 tys. zł. Przyznał się do dwóch ostatnich. Nie obciążył innych osób, tłumaczył, że chciał pomóc znajomym i że to nie on domagał się pieniędzy, ale to ci znajomi zaproponowali łapówkę. Nie umiał odmówić. Decyzją sądu trafił do aresztu. Po trzech miesiącach, 17 lipca, sąd zmienił środek zapobiegawczy - Ireneusz P. po wpłaceniu 40 tys. zł kaucji wyszedł na wolność. Czeka na proces.

Ile naprawdę?

Państwo Kowalscy nie wierzą, że Ireneusz P. działał na własną rękę. - Prawdopodobnie miał wspólników, z kimś musiał się dzielić, inaczej nie mógłby Marcinowi niczego załatwić - uważa Przemek.
Obrońcą Ireneusza P. jest mecenas Sławomir Gierada. -Miałem do niego pretensje - komentuje. - Co tu dużo mówić, byłem na niego wściekły, bo początkowo to mnie obciążał. Mówił przecież, że pieniądze są potrzebne, bo trzeba adwokata opłacić, prokuratora opłacić. Potem sięz tego wycofał.
Sprawą rzekomego posiadania przez Marcina Kowalskiego broni zajmuje się prokurator Sławomir Mielniczuk. To na wpływy u niego powoływał się Ireneusz P., obiecując Kowalskim załatwienie sprawy. - Nie znam jego wersji i nie chcę znać - mówi prokurator. - Dla mnie ta sprawa była szokiem. Policjant, który za pieniądze ujawnia tajemnice operacyjne, informuje o działaniach swoich kolegów z policji, naraża ich na niebezpieczeństwo… , to się w głowie nie mieści.
Życie pełne jest niespodzianek, które nie mieszczą się w głowie. Ireneuszowi P. wydawało się, że trafił na złotą żyłę, Kowalscy sąmajętnii gotowina wiele, aby wyciągnąć Marcina z kłopotów. Nie przewidział, że matka, zamiast ratować syna, zdecyduje się ujawnić prawdziwą rolę odegraną w tej sprawie przez wysokiego oficera CBŚ. Teraz liczy zap ewne, że szybkie przyznanie się do winy spowoduje niższy wyrok. - Nie wierzę, że tylko my byliśmy jego ofiarami - mówi Przemek. - Skąd brał pieniądze na swoje mieszkanie, samochód, wystawne życie?
Podpowiada śledczym, aby przejrzeli sprawy, jakimi zajmował się Ireneusz P. Sugeruje, aby dowiedzieli się, w ilu przypadkach policjant współpracował z adwokatem Gieradą i jak te postępowania się zakończyły. Wewnętrzne śledztwo BSW dotyczy wyłącznie Ireneusza P. Przyjęto, iż tylko on zdradził i nie miał wspólników. To dla policji najlepsze wyjście. P. to samotna czarna owca.

Wewnętrzne policyjne
śledztwo dotyczy wyłącznie Ireneusza R
Przyjęto, iż tylko on popełnił przestępstwo i nie miał wspólników. To dla policji najlepsze wyjście.

polityka.pl

środa, 20 sierpnia 2008

<><><><><><><><><><><><>


CBŚ gubi odciski z El Chico


Skandal w policji.

Centralne Biuro Śledcze mogło mieć mocny dowód

w sprawie "Saszy" podejrzewanego o morderstwo sprzed 13 lat.

Ale zgubiło jego odciski palców.


Wydarzenia z lipca 1995 r. w Poznaniu to jedna z nierozwiązanych do dziś zagadek kryminalnych.

Do agencji towarzyskiej El Chico na poznańskim Piątkowie weszło wtedy trzech mężczyzn mówiących po rosyjsku. Wykonali egzekucję: od ciosu nożem zginął jeden z ochroniarzy agencji, a drugi postrzelony był ciężko ranny.

Przez pół roku policja i prokuratura próbowały rozwikłać to zabójstwo. Ale ustalili tylko, że to porachunki gangsterskie o wpływy w światku prostytucji. Zabójcy rozpłynęli się w powietrzu, prokuratura w grudniu 1995 r. sprawę umorzyła.

Jedynym śladem po egzekutorach były odciski palców, które znaleziono w agencji zaraz po zabójstwie. Policja nie była w stanie ustalić, kto je zostawił.

Kilka lat później ruszył komputerowy system identyfikacji odcisków palców - tzw. AFIS. Zeskanowane odciski z El Chico - podobnie jak miliony innych - umieszczono w systemie. Do AFIS dostęp mają policje z krajów prawie całej Europy. Mogą w nim sprawdzać, czy osoby przez nich zatrzymane były wcześniej notowane w innych krajach.

Zeskanowane odciski w AFIS nie mogą być jednak dowodem w sprawie. Są nim tylko linie papilarne odciśnięte bezpośrednio na specjalnej karcie. Takie, jakie policja zdjęła w El Chico.

Przez lata wydział do walki z przestępczością zorganizowaną poznańskiej policji, a od powstania w 2000 r. również Centralne Biuro Śledcze, co jakiś czas sprawdzali poszlaki związane z zabójstwem w El Chico. Ale nigdy nie natrafili na ślad zabójców z poznańskiej agencji.

Aż do wiosny 2006 r. Wtedy policjanci z Niemiec rozbili u siebie "grupę przestępczą ze Wschodu". Wśród nich był mężczyzna mówiący po rosyjsku, który posługiwał się fałszywym paszportem. Niemiecka policja dała mu kryptonim "Sasza".

Niemcy szukali w całej Europie śladów, jakie zostawiał po sobie "Sasza". Wrzucili jego zeskanowane linie papilarne do AFIS. I trafili - system wyrzucił informację, że osoba z takimi odciskami jest możliwym współsprawcą zabójstwa w El Chico.

Prokurator Jerzy Woźniak z poznańskiej prokuratury Stare Miasto [na Starym Mieście??] mówi, że to była przełomowa informacja. A raczej miała być. - Na przełomie 2006 i 2007 r. okazało się, że Niemcy mają człowieka, którego odciski zgadzają się ze sprawą El Chico. Prawie rok korespondowaliśmy z Niemcami, aby przesłali je nam do porównania. W końcu dostaliśmy je pod koniec 2007 r.

Prokurator Woźniak nie potrafi wyjaśnić, dlaczego potrzebowano aż roku na dogadanie się z Niemcami. - W końcu powołaliśmy biegłego, który miał porównać odciski palców przysłane z Niemiec z tymi zabezpieczonymi w El Chico - relacjonuje dziś prok. Woźniak.

Ale biegły odcisków z El Chico się nie doczekał. Bo poznańskie Centralne Biuro Śledcze na początku tego roku powiadomiło prokuratorów, że nie może ich znaleźć. Szukała jeszcze przez pół roku. W końcu centrala CBŚ poinformowała prokuratorów w piśmie z 28 lipca tego roku, że odcisków nie ma. I że powiadamia o sprawie biuro spraw wewnętrznych (tropi przestępstwa w policji), aby znaleźć i ukarać winnych zgubienia dowodu.

Woźniak: - Nie ma co kryć. Bez odcisków palców daleko w tej sprawie nie zajdziemy. Są na razie jedynym mocnym dowodem. Nie wykluczam, że sprawę zabójstwa znów trzeba będzie umorzyć.

Sprawą rzeczywiście zajmuje się już biuro spraw wewnętrznych policji. Ma ustalić, jak to możliwe, że w elitarnej jednostce ginie dowód zbrodni. Samo CBŚ nie chce komentować sprawy.

Tymczasem, jak się dowiedziała "Gazeta", gdy Niemcy w 2006 r. trafili na ślad "Saszy" i powiadomili CBŚ, oficerowie biura pobrali odciski z archiwum policyjnego. I to jest ostatni ślad po nich. Dotarliśmy do jednego z oficerów, który był odpowiedzialny za ich pobranie. Nie chciał z nami rozmawiać, od roku przebywa na emeryturze.

Henryk Tusiński, wiceszef Komendy Głównej Policji i wieloletni szef wielkopolskiej policji, od nas dowiedział się o zaginionych odciskach: - Poproszę szefostwo CBŚ o wyjaśnienia.

"Sasza" nadal siedzi w niemieckim więzieniu.

Marcin Kącki

2008-08-17

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

<><><><><><><><><><><><>
<><><><><><><><><><><><>
<><><><><><M><><><><>>
<><><><><><><><><><><><>

Zastępca naczelnika CBŚ

zatrzymany za łapówkę


ada, marc, anar 2008-04-30, ostatnia aktualizacja 2008-04-30 14:36:21.0

Do zatrzymania Ireneusza P.,

zastępcy naczelnika Centralnego Biura Śledczego w Kielcach

doszło we wtorek po południu.

Nieoficjalnie wiadomo, że wcześniej przyjął on kontrolowaną łapówkę

od funkcjonariusza Biura Spraw Wewnętrznych.


- Zatrzymania dokonali funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych ["policja w policji" tropiąca policjantów popełniających przestępstwa - red.], a chodzi o przestępstwa związane z korupcją - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. Wyjaśnia, że do zatrzymania doszło po tym, jak do CBŚ dotarły informacje o nieprawidłowościach, których miał się dopuścić zatrzymany policjant. - Informację zweryfikowało BSW i w wyniku tego doszło do zatrzymania - dodaje Sokołowski.

ada, marc, anar

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

<><><><><><><><><><><><>

Kolejny wyczyn patologicznej i kryminogennej

ekipy CBŚ


Prasa donosiła , że krakowskie CBŚ-e ,

,,siedziały w kieszeni’’ bandyty ,,Goebbelsa’’

biorąc od niego tak zwane ,, pożyczki’’.

Prokuratura miała przyjrzeć się tej sprawie .


Czekamy na informacje o rezultatach śledztwa ! ! !



Bandyta ,,Goebbels’’ - bronią ,, załatwiną”

przez krakowskie CBŚ –e ,

zabił dwie osoby !



Śmierć Olewnika:

F. popełnił samobójstwo

pod wpływem narkotyków


asz, IAR, PAP 2008-04-06, ostatnia aktualizacja 2008-04-06 12:22:22.0

Wojciech F., szef grupy przestępczej,

która porwała i zabiła Krzysztofa Olewnika,

był w momencie popełnienia samobójstwa

pod wpływem alkoholu i narkotyków.

- We krwi F. znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy,

ja to potwierdzam, natomiast proszę zwrócić uwagę,

że F. przez cały tydzień przed popełnieniem samobójstwa,

i w jego dzień, był wydawany do czynności procesowych;

codziennie pobierało go Centralne Biuro Śledcze

- powiedziała rzeczniczka Służby Więziennej Luiza Sałapa.

Jak dodała, F. także w dniu popełnienia samobójstwa,

w godzinach 9.30 - 13.40,

był wydany z więzienia funkcjonariuszom CBŚ.


- Ja nie chcę niczego sugerować,

ponieważ ja nie znam postępowania prowadzonego przez prokuraturę,

natomiast nie mogę pozwolić,

żeby więziennictwo było tylko winne - powiedziała Sałapa.



Wojciech F. był szefem gangu, który uprowadził i zabił syna biznesmena spod Płocka, Krzysztofa Olewnika. Popełnił samobójstwo w więziennej celi w czerwcu 2007 roku.Nie wiadomo, w jaki sposób domniemany szef gangu, który uprowadził i zabił syna biznesmena spod Płocka, zdobył substancje odurzające. - Ani policja, ani CBŚ, nie stosuje w trakcie przesłuchań ani alkoholu, ani narkotyków - zapewnił w TVN24 rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Przesłuchanie F. nie było nagrywane.W piątek wieczorem w swojej celi powiesił się Sławomir Kościuk, skazany na dożywocie za porwanie i pomoc w zabójstwie Olewnika.asz, IAR, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA


<><><><><><><><><><><><>
<><><><><><><><><><><><>

Którzy bandyci gorsi - w mudurach czy bez?

czyli


CBŚ-e w akcji :

Policjanci o świcie weszli siłowo

Powalili go na podłogę.

Narzeczoną uderzyli kolbą pistoletu w głowę.

Ofiarą tej policyjnej akcji nie był groźny gangster,

ale informatyk.

Ma złamany kręgosłup.


http://cuckarnia.bzzz.net/indymedia/ktorzy_bandyci_gorsi_w_mudurach_czy_bez

Ranek, 5 lutego, Piotr D., informatyk w znanej firmie konsultingowej, będzie wspominał do końca życia. O godz. 6 rano do drzwi wynajmowanej przez niego kawalerki przy ul. Wrzeciono na Bielanach ktoś zaczął dobijać.

Mężczyzna wyjrzał przez wizjer.

Na klatce zobaczył antyterrorystów

w czarnych kombinezonach, kamizelkach kuloodpornych

i kaskach.

Krzyczeli: "Policja, otwierać!".

Grozili, że wyważą drzwi.

Zdumiony i nie do końca rozbudzony mężczyzna otworzył im.

Jeden z policjantów od razu uderzył go w plecy.

- Przeleciałem kilka metrów i upadłem.

Później zostałem przygwożdżony nogą do podłogi

i zakuty w kajdanki - opowiada.

Dziarscy chłopcy: Do wesela się zagoi

Jego narzeczona, wciąż leżąca w łóżku,

dostała cios kolbą pistoletu w głowę,

bo dopytywała, co się dzieje.

Niezbyt mocno.

Tak, żeby się uspokoiła.

Oboje byli przerażeni i rozdygotani.

Wtedy do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze

Centralnego Biura Śledczego.

Wylegitymowali lokatorów i... rozkuli mężczyznę.

Okazało się, że nie są tymi, których szukają.


Policjanci tłumaczyli zszokowanej parze, że tropią dwóch zabójców zza wschodniej granicy, którzy mieli przebywać pod tym adresem. Pokazali nakaz przeszukania mieszkania i portrety poszukiwanych. - W życiu tych ludzi nie widziałem - mówi pan Piotr. - A wynajmuję to mieszkanie już półtora roku.

Zaczął mnie mocno bolec kręgosłup.

Poskarżyłem się policjantom,

ale rzucili tylko lekceważąco

"pochodzi pan trochę na basen to przejdzie"

i że "do wesela się zagoi".

Nie powiedzieli nawet "przepraszam".


Mężczyzna pojechał do lekarza.

Zrobiono mu prześwietlenie.

Wieczorem lekarz zadzwonił i powiedział,

że jak najszybciej musi się zgłosić do ortopedy,

bo prawdopodobnie ma złamany kręgosłup.

Następnego dnia karetka zabrała go do szpitala.

Rezonans magnetyczny potwierdził, że ma złamane trzy kręgi.

Przez dwa miesiące będzie musiał chodzić w gorsecie.

Potem czeka go nawet klilkuletnia rehabilitacja.

Pełni sprawności może nie odzyskać do końca życia.

- Dotarło do mnie,

że interwencja policji mogła skończyć się dla mnie śmiercią

albo kalectwem do końca życia

- trzęsącym się głosem mówi pan Piotr.



Protokół: Nie zgłosił zastrzeżeń

Policja tłumaczy, że nalot na mieszkanie był związany z zatrzymaniem kilkunastu gangsterów związanych z gangiem Rafała Skatulskiego ps. Szkatuła. Tego dnia 250 funkcjonariuszy weszło do kilkunastu lokali w stolicy i okolicach. Członkowie tej grupy przestępczej odpowiadają za zabójstwa, brutalne porwania i napady. - Mieliśmy prawdopodobne informacje, że w tym mieszkaniu przebywa jeden z przestępców. Działaliśmy na podstawie postanowienia prokuratorskiego. Spodziewaliśmy się groźnych bandytów, więc rozkaz brzmiał "wchodzić siłowo" - tłumaczy brutalność antyterrorystów komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji.Policjanci uczestniczący w akcji twierdzą, że pana Piotra przeprosili, a on na nic się nie skarżył. Na dowód pokazują protokół, w którym poszkodowany nie zgłosił zastrzeżeń. - Byłem w szoku - tłumaczy D.Czemu policjanci nie przeprowadzili wcześniej rozpoznania terenu? - Próbowali stwierdzić czy podejrzany jest w tym mieszkaniu, ale to nie zawsze się udaje - twierdzi Urbański. Gangstera zatrzymali w innym mieszkaniu.Pan Piotr na razie wyjechał z Warszawy do rodzinnego Łowicza. Zastanawia się nad złożeniem skargi na policjantów.

Łukasz Krajewski

2008-02-14

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

<><><><><><><><><>
<><><><><><><><><><><>

Będzie policyjny raport o podsłuchach

W ciągu najbliższych dwóch tygodni ma powstać raport

z kontroli w Komendzie Głównej Policji.

Będzie on dotyczył wykorzystywania technik operacyjnych,

w szczególności podsłuchów – dowiedział się „Wprost”.


Kontrola, na której wyniki czeka wiceminister spraw wewnętrznych

Adam Rapacki,


objęła przede wszystkim CBŚ.

Do szefostwa MSWiA wciąż docierają informacje

o nielegalnych podsłuchach zakładanych przez funkcjonariuszy biura.

Nieoficjalnie mówi się o podsłuchiwaniu polityków.

- Wyniki tej kontroli

mogą przesądzić o dalszym losie kierownictwa policji

– mówi nasz informator.


www.wprost.pl

Komenda Główna Policji

17 Lut 2008 r.

<><><><><&g

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Paweł dnia Wto 2:52, 23 Kwi 2013, w całości zmieniany 97 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prawnik
Gość






PostWysłany: Pią 1:56, 14 Kwi 2006    Temat postu: Paweł na PREZYDENTA .... (cenzura ! )

Brawo :D


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Jest wiosna !

Przypominam do czego
są zdolne CBŚ-e
o tej porze roku !



Pijany i nagi funkcjonariusz CBŚ
prowadził auto


PAP, pi 16-12-2005, ostatnia aktualizacja 16-12-2005 19:07

Pijany i nagi funkcjonariusz
wrocławskiego oddziału

Centralnego Biura Śledczego
wjechał w piątek swym samochodem
w płot prywatnej posesji w Lesznie (Wielkopolska).

Wcześniej nago biegał
dookoła swego auta zaparkowanego
przed jedną z miejscowych szkół.

Został zatrzymany przez policję

Jak poinformował PAP rzecznik prasowy
Prokuratury Okręgowej w Poznaniu
Mirosław Adamski,
funkcjonariusz ma stopień inspektora.

- W chwili zatrzymania
miał ponad dwa promile alkoholu.

Został zatrzymany, kiedy po uderzeniu w płot
- cały czas nago
- próbował się z właścicielka posesji umówić,
ile ma zapłacić za wyrządzoną szkodę
- powiedział Adamski.

Śledztwo w sprawie jazdy funkcjonariusza
pod wpływem alkoholu
prowadzi leszczyńska prokuratura rejonowa.
Możliwe, że mężczyzna odpowie
także za obrazę moralności publicznej.

- Z wyjaśnieniem sprawy trzeba poczekać
aż zatrzymany wytrzeźwieje
- dodał rzecznik poznańskiej prokuratury.

Rzecznik prasowy komendanta głównego policji
podinsp. Zbigniew Matwiej
powiedział w piątek,
że w związku ze skandalicznym zachowaniem
funkcjonariusza szef CBŚ
wystąpił do komendanta głównego policji
o jak najszybsze wyjaśnienie sprawy".

Wieczorem Matwiej poinformował,
że "ze wzglądu na oczywistość sprawy
komendant główny policji podjął decyzję o
usunięciu policjanta ze służby".

Dodał, że szef CBŚ
sporządzi odpowiedni wniosek w tej sprawie.


PAP, pi

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Patologiczne i kryminogenne
środowisko krakowskich CBŚ-i ,
łamiąc prawo ,
załatwiło broń bandycie .
Bandyta z broni załatwionej przez CBŚ-i ,
zabił dwie osoby .


______________________________________________________

WNIOSEK O ODTAJNIENIE AKT CBŚ:

24 . 0 8 . 2006 r .

Krakowska Prokuratura Okręgowa w najbliższych dniach zwróci się do ministra spraw wewnętrznych o odtajnienie niektórych akt Centralnego Biura Śledczego w Krakowie. Być może dostęp do tych dokumentów rzuci nowe światło na związki policjantów z powiązanym ze światem przestępczym Adamem B., sprawcą strzelaniny sprzed trzech tygodni.W związku z tą sprawą komendant główny policji odwołał we wtorek ze stanowisk sześciu funkcjonariuszy, w tym zastępcę naczelnika krakowskiego CBŚ. Nieoficjalnie mówi się, że Adam B. był tajnym współpracownikiem policji, miał jej dostarczać m.in. informacje o Jacku M. pseud. "Marchewa", uznawanym za przywódcę groźnej grupy przestępczej. Nazwisko B. pojawia się w aktach kilku spraw prowadzonych przez policję, ale nie figuruje on tam jako podejrzany. Prokuratura będzie badać te akta. Sprawdzi też pogłoski o pożyczkach, jakich funkcjonariuszom CBŚ miał udzielać Adam B.- Materia sprawy jest delikatna, bo śledztwo dotyczy formalnych i nieformalnych powiązań policji ze światem przestępczym - mówi Krzysztof Urbaniak, zastępca prokuratora okręgowego w Krakowie. Kolejny wątek śledztwa to zatajenie przez funkcjonariuszy CBŚ w opinii do pozwolenia na broń informacji o związkach Adama B. ze światem przestępczym i wpływanie na przyspieszenie procedury. Wyjątkowa przychylność CBŚ spowodowała, że B. szybko dostał pozwolenie na broń, którą 2 sierpnia zastrzelił byłą kochankę i jej znajomego, po czym popełnił samobójstwo. Kobieta informowała policję, że Adam B. grozi jej śmiercią, była umówiona na przesłuchanie właśnie 2 sierpnia, ale je odwołała. Co ciekawe, na wysłanym przez policję zawiadomieniu o wszczęciu postępowania w sprawie gróźb karalnych znajduje się data 7 sierpnia, czyli 5 dni po strzelaninie, w której zginęła kobieta. - To kolejny wątek, który badamy. Chcemy ustalić, czy policjanci z V komisariatu w Krakowie prawidłowo zareagowali na zgłoszenie o groźbach karalnych - mówi Krzysztof Urbaniak.

NIT

_______________________________________________________

Bieńkowski:
Nie ma żadnych szans
na powodzenie spisków w policji .


Środa, 23 sierpnia (06:37)

Siedmiu wysokich rangą policjantów
wywodzących się z Krakowa
wyrzucił we wtorek
szef policji Marek Bieńkowski.

Nieoficjalnie "Dziennik" dowiedział się,
że przyczyną dymisji był udział w spisku,
który miał skompromitować ich szefa
- generała Adama Rapackiego.

- Nie ma żadnych szans
na powodzenie spisków w policji.

Kto na to liczył, jest idiotą
- mówi twardo "Dziennikowi" Bieńkowski.

Wśród wyrzuconych z policji
są wysocy rangą funkcjonariusze,
m.in. dyrektor biura wywiadu kryminalnego
w Komendzie Głównej,
szef CBŚ w Rzeszowie
oraz szef wydziału kryminalnego w Krakowie.


- Stanowili część tzw. krakowskiego układu,
który spiskami i intrygami
próbował wpływać
na politykę kadrową policji.

Ostatnio dwukrotnie próbowali zniszczyć
zagrażającego im Adama Rapackiego,
szefa małopolskiej policji
- tłumaczy wysoki rangą oficer KGP.



Rapacki, który jest legendą walki z przestępczością zorganizowaną i współtwórcą największych sukcesów CBŚ, chciał się pozbyć "krakowskiego układu" w policji. Dlatego tworzący "układ" funkcjonariusze zaczęli szukać na Rapackiego spreparowanych haków.


Pomagali im w tym
współpracujący z "układem" kryminaliści.

________________________

Kapuś Tomasz Markiewicz

http://www.members.lycos.co.uk/piclaw/FOTO1.jpg
__________________________________________


Do prokuratury trafiły m.in. donosy, że Rapacki rzekomo hamuje najpoważniejsze śledztwa prowadzone w Krakowie.

PAP

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
_________________________________________________


Dotychczas nie udało się ustalić ,
czy Krakowskie CBŚ-e ,
załatwiły też broń kapusiowi Markiewiczowi .

Czy również kapuś Markiewicz
upozorował strzelaninę ,
której miał paść ofiarą ?

Sprawę bada Krakowska Prokuratura .


_______________________________

Kapuś Tomasz Markiewicz :
http://www.members.lycos.co.uk/piclaw/FOTO1.jpg

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

_______________________________________________________


Czystka w krakowskiej policji .

Szymon Jadczak

2006-08-22, ostatnia aktualizacja 2006-08-22 20:14

Naczelnik wydziału kryminalnego Jacek P.
i pięciu policjantów
krakowskiego zarządu CBŚ
zostało wczoraj odwołanych
przez komendanta głównego policji.


Policjanci stracili stanowiska w związku ze strzelaniną, do której doszło kilka tygodni temu w jednym z krakowskich barów
W środę 2 sierpnia do baru Elena wszedł gangster Adam B., ps. "Goebbels". Mężczyzna wyciągnął broń i zaczął strzelać do grupy osób siedzącej przy jednym ze stolików. Zabił swoją byłą kochankę i jej znajomego, ranił ojca kobiety. Po wyjściu z knajpy strzelił sobie w usta. Adam B. używał broni, na którą dostał pozwolenie od małopolskiej policji, mimo że był dobrze znany w krakowskim środowisku przestępczym.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że "Goebbels" współpracował z Centralnym Biurem Śledczym i wydziałem kryminalnym Komendy Wojewódzkiej. Gangster pojawiał się jako świadek w co najmniej kilku sprawach prowadzonych przez CBŚ. Równocześnie aktywnie działał w przestępczym półświatku. Na początku marca upozorował strzelaninę, której miał paść ofiarą. Po tych wydarzeniach Adam B. zwrócił się o pozwolenie na broń. Zgodnie z przepisami wydanie pozwolenia powinno zająć kilka miesięcy, a osoba o przeszłości Adama B. nie miałaby szans na pozytywne przejście procedur. Jednak po kilku tygodniach "Goebbels" mógł legalnie nabyć pistolet Glock, z którego 2 sierpnia strzelał w Elenie.

Komendant główny Marek Bieńkowski uznał, że winę za to ponosi przede wszystkim naczelnik wydziału kryminalnego krakowskiego CBŚ Jacek P., który miał wystawić pozytywną opinię przestępcy. Odwołano również pięciu jego podwładnych, w tym trzech, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w sprawy z udziałem Adama B. Posadę stracił również Mirosław H., szef CBŚ w Rzeszowie, który do niedawna pełnił podobną funkcję w Krakowie.

To nie koniec zmian. Odwołany został zastępca komendanta wojewódzkiego inspektor Kazimierz Mruk. Z naszych informacji wynika, że on również był zaangażowany w przyznanie broni Adamowi B. Jednak za jego odwołaniem stoi bezpośrednio komendant wojewódzki Adam Rapacki. - I proszę się spodziewać kolejnych zmian. Bo z Warszawy widać, że w krakowskiej policji brakuje dynamiki, wyniki też są niezadowalające. A już zupełnie niedopuszczalne jest, żeby główny figurant małopolskiej policji występował w telewizji - usłyszeliśmy od wysokiego oficera komendy głównej.

Gazeta Wyborcza - Kraków

_______________________________________________________

Fala zwolnień w krakowskiej policji i CBŚ

IAR 2006-08-22, ostatnia aktualizacja 2006-08-22 11:17:03.0

Jacek P. naczelnik krakowskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego został odwołany z zajmowanego stanowiska. Powodem odwołania było wydanie przez naczelnika pozwolenia na broń dla przestępcy. Z tej broni przestępca zastrzelił drugiego sierpnia dwie osoby w jednym z krakowskich barów a następnie popełnił samobójstwo.Razem z naczelnikiem pracę straciło pięciu pracowników Centralnego Biura Śledczego z Krakowa, w różnym stopniu zamieszanych w to tragiczne zdarzenie. Wszystkim funkcjonariuszom oprócz kar dyscyplinarnych grozi także odpowiedzialność karna. Jak dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa, nie jest to koniec porządków prowadzonych przez Komendanta Głównego Policji. Stanowisko stracił dziś także szef CBŚ w Rzeszowie, do niedawna naczelnik krakowskiego CBŚ, a tym samym były przełożony zwolnionych policjantów. Dyrektor biura komunikacji społecznej Komendy Głównej, Paweł Biedziak poinformował IAR, że pracę stracił także zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie, inspektor Kazimierz Mruk. Zmiana na stanowisku zastępcy komendanta ma spowodować, że kadra kierownicza w krakowskim garnizonie będzie składała się z policjantów, którzy zagwarantują właściwy nadzór nad podległymi funkcjonariuszami i lepszą wykrywalność przestępstw zwłaszcza gospodarczych.

IAR

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA


===========================================

Dotychczas nie udało się ustalić ,
czy Krakowskie CBŚ-e ,
załatwiły też broń
kapusiowi Markiewiczowi .

Czy również kapuś Markiewicz
upozorował strzelaninę ,
której miał paść ofiarą ?

Sprawę bada Krakowska Prokuratura .


_______________________________

Kapuś Tomasz Markiewicz :
http://www.members.lycos.co.uk/piclaw/FOTO1.jpg

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

_________________________________________________________

Policja wyciąga konsekwencje po strzelaninie w Płaszowie .

Szymon Jadczak 10-08-2006, ostatnia aktualizacja 10-08-2006 20:45


Dwóch policjantów poniesie odpowiedzialność za krwawą jatkę,
do której doszło w ubiegłym tygodniu w Płaszowie.


Gangster Adam B. zabił dwie osoby i siebie z broni, na którą dostał pozwolenie.Zaraz po tragedii w barze Elena do Krakowa zjechała kontrola z Komendy Głównej Policji. Kontrolerzy właśnie zakończyli pracę. Jak dowiedziała się "Gazeta", wobec zastępcy komendanta V komisariatu policji wszczęte zostało postępowanie dyscyplinarne. Policjant odpowiadał za pion kryminalny "piątki", który według kontrolerów zbyt opieszale prowadził postępowanie w sprawie zawiadomienia złożonego przez Eleonorę O. Była kochanka Adama B. na tydzień przed strzelaniną informowała policję o groźbach ze strony "Goebbelsa". Policjanci wyznaczyli jej przesłuchanie dopiero na 2 sierpnia, czyli na dzień, w którym zginęła od kul Adama B. - W tym przypadku doszło do ewidentnych zaniedbań, a w przecież mieliśmy do czynienia z realnymi groźbami - podkreśla mł. inspektor Paweł Biedziak z Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji. Konsekwencje zostaną wyciągnięte również wobec jednego z naczelników krakowskiego Centralnego Biura Śledczego, który osobiście poprosił o wydanie pozwolenia na broń dla Adama B., mimo że mężczyzna często przewijał się w policyjnych kartotekach. "Goebbels" prosił o pozwolenie na broń, bo na początku marca ktoś ostrzelał jego samochód. Policjanci z CBŚ nalegali na pozytywne rozpatrzenie jego wniosku, bo gangster występował jako świadek w kilku prowadzonych przez nich sprawach. - Jednak z ustaleń kontrolerów wynika, że przesłanki do wydania pozwolenia na broń dla tego mężczyzny były niewystarczające - uważa Biedziak. Osobne śledztwo w sprawie przyznania broni "Goebbelsowi" prowadzi krakowska prokuratura. Jego wyniki będą znane w ciągu kilku miesięcy.Szymon Jadczak

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zgnilizna w CBŚ - u

Zatrzymano dwóch policjantów

Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji zatrzymało dwóch funkcjonariuszy - z katowickiego CBŚ i poznańskiej Komendy Wojewódzkiej Policji.
Jak wyjaśnił rzecznik szefa policji Zbigniew Matwiej, pierwszy funkcjonariusz, Andrzej W., został zatrzymany w środę na polecenie katowickiej prokuratury okręgowej. - Od 20 lat służył w policji, do czasu zatrzymania pracował w pionie ekonomicznym oddziału CBŚ w Katowicach - powiedział Matwiej.
Policja nie chce jednak, tłumacząc dobrem śledztwa, ujawniać żadnych szczegółów ani powodów zatrzymania policjanta.
Funkcjonariusz Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu został zatrzymany w czwartek, na polecenie gorzowskiej prokuratury. Jest podejrzewany m.in. o to, że przekazywał zastrzeżone informacje.
- W obu przypadkach zostały wszczęte procedury usunięcia funkcjonariuszy z szeregów policji - powiedział Matwiej.
Biuro Spraw Wewnętrznych zajmuje się wykrywaniem i przeciwdziałanie przestępczości wśród policjantów. Komendant główny policji Marek Bieńkowski jako jeden z priorytetów stojących przed polską policją wymienił właśnie zwiększenie liczby funkcjonariuszy tego biura - do końca 2006 r. do ok. 400, a w 2007 do ok. 800 osób.

PAP ; interia

10 . 08 .2006 r.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zgnilizna w CBŚ - u

Zatrzymano oficera katowickiego CBŚ .

piet 10-08-2006, ostatnia aktualizacja 11-08-2006 12:49

Na wniosek katowickiej prokuratury Biuro Spraw Wewnętrznych zatrzymało w czwartek podinspektora Andrzeja W., oficera śląskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego. Jest on podejrzewany o przestępstwa o charakterze korupcyjnym.Podinspektor Andrzej W. od kilkunastu lat służył w pionie zajmującym się przestępczością mafijną, współtworzył struktury Centralnego Biura Śledczego na Śląsku. Pracował w sekcji ekonomicznej i tropił mafię paliwową. Wczoraj nad ranem został zatrzymany przez oficerów Biura Spraw Wewnętrznych KGP [policja w policji - przyp. aut.]. Nakaz wystawiła prokuratura z Katowic.- Potwierdzam, że taki oficer został zatrzymany, jednak dla dobra śledztwa nie mogę ujawnić treści przedstawionych mu zarzutów - mówił wczoraj prokurator Tomasz Tadla, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że oficer jest podejrzany o korupcję. Koledzy Andrzeja W. byli zszokowani informacją o jego zatrzymaniu. - Był jednym z ostatnich, o których można by pomyśleć, że przejdą na drugą stronę - podkreślali. To już drugi w ciągu kilku miesięcy zatrzymany oficer CBŚ z Katowic. Jesienią do aresztu trafił podinspektor Wiesław G., który jest podejrzany o udział w mafii paliwowej i sprzedaż gangsterom informacji na temat działań policji.

piet

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

CBŚ rozważa - gang spokojnie czeka ,
na ogłoszenie oficjalnego stanowiska CBŚ-i .

Lutek – obudź się chłopie !!!

Świadek usłyszał, że zginie, jak nie zmieni zeznań Marcin Pietraszewski 04-08-2006, ostatnia aktualizacja 04-08-2006 18:26 Żona oskarżonego o zabójstwo konwojentów w Sosnowcu grozi świadkowi. CBŚ rozważa przyznanie mężczyźnie i jego rodzinie ochrony25 kwietnia 2002 r. uzbrojeni gangsterzy napadli na konwój bankowy w Sosnowcu. Ochroniarze nie mieli szans. Bandyci bez ostrzeżenia otworzyli ogień z karabinu maszynowego oraz dwóch pistoletów. Konwojenci zginęli na miejscu. Łupem bandytów padło 60 tys. zł.Policja przez długi czas nie miała pojęcia, kto stoi za napadem. Przełom w śledztwie nastąpił dopiero po zatrzymaniu Wojciecha Ch. Mężczyzna przyznał, że był świadkiem napadu. Był bowiem kierowcą, który przywiózł na miejsce tragedii gangsterów, a potem ich stamtąd wywiózł. - To miała być czysta robota, bez żadnego zabijania - mówił oficerom CBŚ. To dzięki zeznaniom Wojciecha Ch. policja dowiedziała się, że do konwojentów strzelali Kamil G., Damian S., ps. "Gulgul", i Sebastian S., ps. "Rakieta". Ostatniego z nich zatrzymano dopiero dwa miesiące temu w Hiszpanii. Kierowca gangsterów przyznał też, że wcześniej dopuścili się oni wielu napadów na banki.Proces w sprawie zabójstwa konwojentów toczy się już przed katowickim sądem. Wojciech Ch. także zasiadł na ławie oskarżenia. W nagrodę za współpracę z policją odpowiada jednak z wolnej stopy. Żyje jednak w strachu. Justyna G., żona aresztowanego Kamila G., zagroziła mu bowiem, że jeżeli nie zmieni zeznań, to zginie. Ten sam los miał spotkać jego rodzinę.Informacja o groźbach wobec głównego świadka postawiła na nogi prokuraturę i CBŚ. - Nie mogliśmy tego zlekceważyć, gdyż Kamil G. słynie z tego, że nie żartuje. Wcześniej planował już zamach na jednego z prokuratorów - tłumaczy jeden z oficerów Centralnego Biura Śledczego.Justynie G. przedstawiono zarzut gróźb karalnych, wpływania na świadka i nielegalnego posiadania pół kilograma amfetaminy. Kobieta została aresztowana. Za kratkami była jednak tylko trzy miesiące. Kilkanaście dni temu sąd w Gliwicach nieoczekiwanie uchylił jej areszt. Sędziowie uznali, że kobieta mogła dopuścić się zarzucanych jej czynów, ale uznali, że nie zachodzi obawa matactwa. - Świadkowie złożyli bowiem zeznania w postępowaniu przygotowawczym, wystarczy dozór policji - argumentowała sędzia Beata Basiura, przewodnicząca składu orzekającego. Sąd nie wziął jednak pod uwagę bezpieczeństwa Wojciecha Ch. i jego rodziny. Mężczyzna nie ma bowiem zamiaru zmieniać zeznań i boi się, że Justyna G. zrealizuje swoje groźby.- Nie wykluczamy, że świadek i jego bliscy zostaną w tej sytuacji objęci ochroną - mówi jeden z oficerów CBŚ.Prokuratura odmówiła komentarza w tej sprawie.

Marcin Pietraszewski

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kraków: zawód miłosny, strzelanina i trzy ofiary .

Szymon Jadczak 02-08-2006, ostatnia aktualizacja 03-08-2006 10:17

Znany krakowski gangster Adam B. ps. "Goebbels" w środę postrzelił śmiertelnie dwie osoby i jedną ranił. Zgodę na broń dostał od policji. Tego nie potrafią zrozumieć krewni i przyjaciele zamordowanych.Było kilka minut po godz. 17. Przed osiedlowy bar Elena przy ul. Sarmackiej podjechała srebrna skoda. Wysiadł z niej wysoki ciemnowłosy mężczyzna. Dobrze znał tę okolicę, bywał tu wcześniej wielokrotnie. Kilka razy zdemolował lokal, odkąd trzy lata temu prowadząca go 29-letnia Eleonora O. odrzuciła jego względy. - Wiele razy jej groził, ostatnio dziewczyna zgłosiła na policję, że Adam B. straszy, że ją zabije - opowiadają bliscy Eleonory O.Wczoraj spełnił swoje pogróżki. Zszedł po schodkach do baru, wyciągnął pistolet Glock i strzelił dwukrotnie do ukochanej. Kule ugodziły ją w klatkę piersiową, kobieta zmarła na miejscu. Po chwili Adam B. wycelował broń w ojczyma Eleonory O. i przestrzelił mu kolano. Ostatni strzał trafił siedzącego przy tym samym stoliku Mariusza B. Po wszystkim Adam B. wyszedł przed bar, przyłożył pistolet do głowy i pociągnął za spust. Zmarł w karetce. Dwóch postrzelonych przez niego mężczyzn trafiło do szpitala. Mariusz B. zmarł po kilku godzinach, stan Jerzego O., ojczyma Eleonory, jest stabilny, ale jego bezpieczeństwa w szpitalu strzeże policja.Goebbels znany policji "Goebbels" był postacią dobrze znaną w krakowskim półświatku. Specjalizował się w lichwiarskich pożyczkach na astronomiczny procent. Od pół roku miał policyjną ochronę, po tym jak ktoś ostrzelał w marcu jego samochód przed supermarketem w Górce Narodowej. To właśnie w związku z tamtym zdarzeniem dostał pozwolenie na broń. Tego nie potrafią zrozumieć krewni i przyjaciele zamordowanych. - Jakim cudem ktoś dał mu prawo do noszenia broni? Przecież to był bandyta! Wielokrotnie groził Elenie i innym osobom w mieście. Pisaliśmy nawet w tej sprawie do ministra Ziobry, ale nikt nas nie słuchał - mówił wczoraj na miejscu zbrodni przyjaciel zamordowanej. Co na to policja? - Życie tego mężczyzny było zagrożone. A co, gdyby to jego ktoś zabił, bo nie wydalibyśmy mu pozwolenia na broń? - pyta retorycznie rzecznik małopolskiej policji mł. inspektor Dariusz Nowak. I dodaje, że w takich sytuacjach policja jest postawiona pod ścianą, nie ma dobrego wyjścia. Taka odpowiedź nie satysfakcjonuje bliskich Eleonory O. - Na pewno nie zostawimy tak tej sprawy - zapowiadają.Szymon Jadczak

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

____________________________________________________________


Czy
na wskroś patologiczne
środowisko krakowskich CBŚ-i ,
wsparło "Goebbelsa”
w staraniach o pozwolenie na broń .

Czy kapuś Tomasz Markiewicz ksywa Abdul ,
któremu również ostrzelano samochód ,
też miał pozwolenie na broń ?


_______________________________

Kapuś Tomasz Markiewicz :
http://www.members.lycos.co.uk/piclaw/FOTO1.jpg

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


_______________________________________________


,, Goebbels znany policji''

"Goebbels" był postacią dobrze znaną w krakowskim półświatku. Specjalizował się w lichwiarskich pożyczkach na astronomiczny procent. Od pół roku miał policyjną ochronę, po tym jak ktoś ostrzelał w marcu jego samochód przed supermarketem w Górce Narodowej.

To właśnie w związku z tamtym zdarzeniem dostał pozwolenie na broń. ...

... Co na to policja?

- Życie tego mężczyzny było zagrożone. A co, gdyby to jego ktoś zabił, bo nie wydalibyśmy mu pozwolenia na broń? - pyta retorycznie rzecznik małopolskiej policji mł. inspektor Dariusz Nowak. I dodaje, że w takich sytuacjach policja jest postawiona pod ścianą, nie ma dobrego wyjścia. "

____________________________________________________________


Gazeta Wyborcza 22.08.2003 r.

Wacław Orlicki , nadal Z-ca Komendanta Miejskiego Policji
w Krakowie - po spaleniu mieszkania na Radziwiłłowskiej .

Nie ma zastrzeżeń do postępowania podległych funkcjonariuszy.

Dziennikarz Ireneusz Dańko :
,,Czy przydzieli ( Orlicki ) policjantów do ochrony zastraszanego lokatora?
Komendant Orlicki:
- Bezpośrednia ochrona przysługuje świadkom koronnym - tłumaczy bezradnie.’’

Cały tekst : http://www.pawelwitkowski.krakow.pl/prasa_09.htm

____________________________________________________________


Czy w Polsce chronieni są wyłącznie bandyci ?
PiS miał budować Państwo Prawa .
Wyszło ... jak zwykle .

Prezes Niezależnego Obywatelskiego Centrum
Badania i Monitoringu
Stopnia Zdeprawowania Demoralizacji i Patologii w Policji
Paweł Witkowski

TEL. 0 602 318 302 e-mail pablow0@op.pl

Z ostatniej chwili :

TVP 3 Kronika Krakowska i TVN - potwierdziły , że bandyta ,,Goebbels’’
był kapusiem ( tajnym współpracownikiem ) CBŚ .

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Czy gang Bolka to też twórczość CBŚ – i ?

piątek, 04 sierpnia 2006

Pirat drogowy na wolności

Jazda po pijanemu, brak prawa jazdy, przekroczenie prędkości, potrącenie pieszych na przejściu i wyjątkowo bezwzględne traktowanie ofiar - to wszystko ma na sumieniu dziewiętnastolatek, który decyzją prokuratury wciąż pozostaje na wolności.

19 lipca, godzina 20. Starsze małżeństwo wraca do domu. Z relacji świadków wynika, że nagle na przejściu dla pieszych wpada na nich rozpędzona czarna honda. Potrącona kobieta wpadła na maskę samochodu. Kierowca zepchnął ją i odjechał . Rozpoczął się pościg za sprawcą. Niestety, zdołał on uciec. Ale dzięki mieszkańcom Nowego Sącza, którzy rozpoznali samochód, policjanci po kilkunastu minutach ustalili dane kierowcy. Ten jednak dwie godziny po wypadku sam zgłosił się na policję. Został przebadany alkomatem, miał 0,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Na dodatek nie miał prawa jazdy. Chłopak jest znany w Nowym Sączu. Podobno należy do bandy "Bolka", która napada na mieszkańców, kradnie torebki, komórki. Zdarzają się też pobicia. Nie wiedział tego prokurator i za kaucją pięciu tysięcy złotych zwolnił sprawcę wypadku i zakazał mu opuszczania kraju. Sprawą zajęła się TVP3 Kraków wraz z dziennikarzami "Gazety Krakowskiej" uważając, że ten "wyczyn" nie powinien ujść chuliganowi na sucho. Dziennikarze wystąpili o zgodę na opublikowanie w mediach wizerunku sprawcy wypadku. Potrącona kobieta nadal leży w szpitalu. Ma osteoporozę, kości w zgruchotanej nodze być może zrosną się jej za kilka miesięcy. Jej mąż leczy się onkologicznie i opiekuje czternastoletnim adoptowanym synem.

( Kronika Krakowska TVP 3 )

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Samolotem na nominację syna komendanta?

Mariusz Lodziński 26-07-2006, ostatnia aktualizacja 25-07-2006 19:06

Opolski oddział Centralnego Biura Śledczego ma nowego szefa. Nie dość, że jest nim syn wysoko postawionego funkcjonariusza z Wrocławia, to jeszcze - by go przedstawić opolskim pracownikom - wicedyrektor CBŚ przyleciał z Warszawy samolotem . Opolski oddział CBŚ podlega zarządowi we Wrocławiu. Stamtąd też w ubiegłym tygodniu przyjechał nowy szef Tomasz Maciejewski. Na razie będzie pełnił obowiązki, choć oficjalne mianowanie go na to stanowisko to tylko kwestia czasu. W opolskim środowisku jednak zauważono, że jest synem zastępcy komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, gdzie znajduje się jednostka nadrzędna CBŚ nad opolskim oddziałem. - Trudno nie doszukiwać się w tym przyczyn awansu, gdy ktoś z tak niewielkim doświadczeniem zostaje szefem oddziału CBŚ - mówią nieoficjalnie policjanci. O zmianach na stanowisku w Centralnym Biurze Śledczym nie chcieli wypowiadać się ani opolski rzecznik policji, ani nawet szef biura prasowego komendy wojewódzkiej we Wrocławiu. Obaj stwierdzili, że nie są upoważnieni do informowania o CBŚ w Opolu i odsyłali do komendy głównej w Warszawie.Tam otrzymaliśmy informacje na temat nowego szefa opolskiego CBŚ. - Jest odpowiednią osobą na tym stanowisku. Od 12 lat służy w policji. W CBŚ między innymi pracował w zespole do zwalczania przestępczości zorganizowanej i przestępstw narkotykowych - mówi Krzysztof Hajdas z biura prasowego komendy głównej policji.- Trudno mówić o tym, że 12 lat pracy w policji to ogromne doświadczenie, zwłaszcza jeżeli wliczyć w to cztery lata spędzone w szkole policyjnej. Czasami naczelnicy wydziałów muszą się wykazać większym stażem, by otrzymać stanowisko - mówią opolscy policjanci.Wśród nich kontrowersje wzbudziły także okoliczności przedstawienia nowego naczelnika w Opolu. Zrobił to jeden z wicedyrektorów Centralnego Biura Śledczego, który według funkcjonariuszy przyleciał z Warszawy do Katowic samolotem, a stamtąd przyjechał samochodem do Opola. Jego droga powrotna miała wyglądać tak samo. - W sytuacji, gdy my tu słyszymy, że na wszystko brakuje pieniędzy, policjanci latają samolotami z Warszawy do Katowic! Gdy ktoś z nas musi pojechać do Warszawy, to jedzie pociągiem, a w najlepszym wypadku, gdy sprawa jest pilna, samochodem - podkreślają.W biurze prasowym komendy głównej jednak zdecydowanie zaprzeczają, by wicedyrektor CBŚ korzystał z samolotu. - Przyjechał samochodem. Przedstawienie nowego naczelnika opolskiego oddziału to istotny fakt, więc obecność wicedyrektora w Opolu była konieczna - mówi Krzysztof Hajdas.- To ciekawe, bo z tego, co wiemy, po wizycie w Opolu sam przyznawał, że spieszy się na samolot - opowiadają policjanci.

Mariusz Lodziński

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl &copy; Agora SA

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Ostre spięcie na antenie poznańskiego Radia Merkury - tak zakończyła się rozmowa między dziennikarzem "Gazety Wyborczej" i byłym naczelnikiem zarządu poznańskiego oddziału CBŚ. Rozmowa dotyczyła publikacji i umorzonego już śledztwa w sprawie rzekomego wycieku tajnych dokumentów z CBŚ. Artykuł Gazety Wyborczej, który był podstawą do rozwiązania zarządu w Poznaniu okazał się całkowicie n
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum o przestępcach w policyjnych mundurach Strona Główna -> Policja V RP Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin